Będzie to siedemnasta z 21 rund w tym roku. Obecnie Mercedes ma 571 punktów, a Ferrari zgromadziło 409. Jeśli Brytyjczyk Lewis Hamilton i Fin Valtteri Bottas wywalczą łącznie o 14 pkt więcej niż reprezentant Monako Charles Leclerc i Niemiec Sebastian Vettel, wówczas Mercedes będzie miał już tytuł w kieszeni.

Kierownictwo teamu może optymistycznie oceniać swoje szanse, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że Mercedes wygrał ostatnie pięć wyścigów na torze Suzuka. Jego szef Toto Wolff podkreślił jednak, że to niewiele znaczy.

"Mamy dobry bilans na tym torze, ale spodziewamy się większej konkurencji w tym roku, bo nasi rywale są coraz silniejsi" - ocenił Austriak.

Hamilton jest również bliski zapewnienia sobie szóstego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata. W klasyfikacji generalnej ma 322 punkty, o 73 więcej od wicelidera Bottasa. Trzeci Leclerc traci do Brytyjczyka już 107, a do zdobycia pozostało maksymalnie 130.

To oznacza, że po rundzie w Japonii kierowcy Ferrari i pozostałych teamów mogą już definitywnie wypaść z walki o mistrzostwo. Nie zostanie jednak ostatecznie rozstrzygnięta rywalizacja pomiędzy zawodnikami Mercedesa.

W Suzuce wystartuje też m.in. Robert Kubica. Będzie to jeden z jego ostatnich wyścigów w barwach Williamsa. Polak już wcześniej zapowiedział, że nie przedłuży umowy z brytyjskim teamem.

"Wyścig o Grand Prix Japonii jest jednym z najbardziej ekscytujących w kalendarzu Formuły 1. Połączenie wymagających sektorów maksymalnie wykorzystuje potencjał bolidu: w pierwszym są szybkie zakręty, środkowa część jest trochę wolniejsza, a ostatnia, najszybsza, zakończona jest podwójnym zakrętem przed metą. Suzuka jest też znana z rozemocjonowanych kibiców, więc jest to szczególne miejsce nie tylko podczas jazdy, ale także poza samochodem" - ocenił Kubica, cytowany na oficjalnej stronie internetowej Williamsa.

Jak zwykle w tym sezonie nie należy spodziewać się, że Kubica lub jego partner Brytyjczyk George Russell włączą się do walki o miejsca w czołówce. Tradycyjnie o wygraną rywalizować będą najpewniej kierowcy Mercedesa i Ferrari, chyba że znów zaskoczy ich Holender Max Verstappen z Red Bulla, który zwyciężył w tym sezonie dwukrotnie.

Te przewidywania może jednak unieważnić pogoda. Do Japonii zbliża się tajfun Hagibis, który w weekend ma dotrzeć w okolice Tokio, ok. 400 km od Suzuki. Istnieje nawet obawa, że wyścig trzeba będzie przełożyć lub odwołać.

Piątkowe sesje treningowe zaplanowano na godziny 3 i 7 rano czasu polskiego. Sobotnia ma się rozpocząć o 5, a kwalifikacje - o 8. Niedzielny wyścig ma wystartować o 7.10.