Dziennik Gazeta Prawana logo

Kubica zmęczony popularnością

21 czerwca 2008, 01:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Zmieniła się statystyka, a nie moje życie" - powiedział Robert Kubica kiedy go zapytano, jak ważne było dla niego zwycięstwo w Kanadzie. Polski kierowca nie uważa się za gwiazdę - czytamy w DZIENNIKU. Broni swojej prywatności i unika splendoru, ale nie ma wpływu na zmiany wokół siebie. A te widoczne są gołym okiem.

Nawet na zapleczu Formuły 1 - które jak dotąd było dla Kubicy, azylem, miejscem odgrodzonym od świata - naszemu kierowcy coraz trudniej znaleźć chwilę spokoju.

Choć zdawało się, że jego popularność w padoku osiągnęła apogeum po zdobyciu w Bahrajnie pierwszego pole position, po Grand Prix Kanady odnotować można kolejny, wyraźny wzrost zainteresowania. Wokół naszego kierowcy kręci się jeszcze więcej dziennikarzy, fotoreporterów i kamer. A Roberta popularność zwyczajnie męczy - pisze DZIENNIK.

"Nie uprawiam tego zawodu, aby być uznawanym za wielkiego sportowca. Robię to, ponieważ to kocham" - powtarza krakowianin. Ale siłą rzeczy traktowany jest jak gwiazda. Rosnąca sława robi się uciążliwa nawet na zapleczu F1. Fernando Alonso, Kimi Raikkonen czy Lewis Hamilton nie poruszają się po padoku tak swobodnie, jak większość rywali z toru. Choć miejsce to od zewnętrznego świata dzieli wysoki parkan, to właśnie tutaj pracują setki dziennikarzy i fotoreporterów, którzy "polują" na zawodników. Dlatego największe gwiazdy tego sportu nie spacerują swobodnie, tylko starają się niepostrzeżenie przemknąć w nadziei, że uda im się uniknąć mediów. Także Polak jest osaczany przez coraz większą grupę ludzi, którzy pragną choć przez chwilę z nim porozmawiać.

To nie do końca podoba się Polakowi. "Ludzie patrzą na Formułę 1 przez pryzmat tego, ile osób ją ogląda i jak wiele wydaje się tutaj pieniędzy. Ja jednak postrzegam ten sport inaczej dokładnie tak samo, jak wyścigi gokartów czy inne serie wyścigowe, w których jeździłem do tej pory. Mam pewien plan i chcę coś osiągnąć. Do dziś mało mnie obchodzi, czy jeżdżę w Formule 1 czy w Formule 3" mówi Robert. Tymczasem liczba osób, które chcą porozmawiać, sfotografować, wziąć autograf czy choćby pozdrowić Kubicę stale rośnie. A tylko po padoku codziennie kręci się kilka tysięcy ludzi!

Po Grand Prix Kanady nie każdy zdąrzył pogratulować zwycięzcy, więc od czwartku do Roberta nadal co chwila ktoś podchodzi, aby przybić "piątkę" - mechanik Toyoty, inżynier Toro Rosso czy nawet sam szef zespołu Honda, legendarny Ross Brawn. Członkowie obsługi toru i porządkowi proszą o zdjęcia i autografy. Ludzie wytykają Roberta palcami: "patrz, to Kubica", "Kubica idzie" słychać, gdy Robert kursuje pomiędzy garażami a bazą BMW Sauber.

"Jest wielu mistrzów świata w wielu sportach, które są mniej popularne albo w ogóle nieznane. Ci sportowcy nie startują dla sławy, podobnie jak ja" - zastrzega Polak. Ale prędzej czy później będzie musiał pogodzić się z realiami Formuły 1. Dwa tygodnie temu wygrał w Kanadzie i stał się jeszcze sławniejszy. W niedzielę będzie bronił w Magny-Cours pozycji lidera mistrzostw.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj