Na dzień dzisiejszy nie mam podpisanego kontraktu z żadnym zespołem. Jestem na etapie wstępnych rozmów, ale nie ma żadnych konkretów. Wszystko może się wyjaśnić w ciągu najbliższych kilku dni, a może kilku tygodni. A warunki? Z zasady ich nie zdradzam. Nie jest jednak prawdą, że szukam zespołu tylko na jeden sezon. Sądzę, że gdy współpraca się układa i w ekipie panuje dobra atmosfera, dłuższy kontrakt jest wszystkim na rękę.
Biorę pod uwagę każdy zespół, także ekipę z Hinwil.
Akurat rola Fernando w tej sprawie jest zerowa. Nigdy nie rozmawialiśmy o mojej przyszłości w Formule 1, nie prosiłem go także o pomoc czy wstawiennictwo u kogokolwiek. Mam sporo opcji i to, czy w przyszłym sezonie będę jeździł w Renault, czy w innym zespole, okaże się wkrótce.
Najgorszej było podczas przerwy letniej, gdy dotarła do nas wiadomość o wycofaniu się z końcem sezonu koncernu BMW. Na początku były pewne wątpliwości, czy wystarczy nam motywacji. Miłym zaskoczeniem była dla mnie postawa zespołu podczas GP Europy i w belgijskim Spa. W te ostatnie dwa wyścigi mechanicy i reszta obsługi włożyła więcej pracy niż przed rokiem, choć wówczas nasza sytuacja była o niebo lepsza. Teraz jednak, gdy zespół znalazł się w poważnych tarapatach, ludzie zdają sobie sprawę, że najlepszą reklamą dla teamu są wyniki osiągnięte na torze.
Raczej małej ilości silników, jakie pozostały mi do końca sezonu. Staramy się jeździć na każdym z nich jak najdłużej, co łączy się jednak z pewnym ryzykiem. Po pierwsze mamy więcej awarii, po drugie bolid ma mniejszą moc. Na GP Singapuru zespół szykuje ostatni pakiet unowocześnień, który powinien poprawić nasze czasy na okrążeniu o 0.2 – 0.3 sek. Jednakże na torach w Singapurze, Brazylii czy Abu Dhabi niewiele nam to da. W Walencji taka poprawa nawet nie zagwarantowałaby nam miejsca w piątce. A te obiekty mają bardzo podobną charakterystykę.
Liczę jednak na dobry weekend we Włoszech. Monza to jeden z moich ulubionych torów, na którym dobrze spisują się także bolidy BMW. Będziemy walczyć!