Naja i Puławska w finale musiały uznać wyższość jedynie duetu z Nowej Zelandii. Polki płynęły na bocznym torze, co stanowiło dodatkowe wyzwanie.
- relacjonowała Puławska.
Naja przyznała, że w trakcie rywalizacji czuła, że jest dobrze, choć pod koniec dystansu miała też swoje obawy.
- wspominała.
Zapewniła, że ona i jej partnerka z dwójki wierzyły w siebie przed tym startem.
- przyznała utytułowana kajakarka.
Zapytana, na czym polega wyjątkowość finałów z jej partnerką z łodzi, żartobliwie stwierdziła, „Bo Ania się przydaje tylko w tych finałach...Co nie znaczy, że na wcześniejszych etapach rywalizacji się obija. Wręcz przeciwnie" - dodała.
Przywołała również pamiętna dla niej spotkania z Puławską, które potwierdza ich porozumienie.
zaznaczyła.
Naja przyznała, że kluczem do tego, że od wielu lat kajakarki dostarczają medali na ważnych imprezach rangi mistrzowskiej, jest szeroka kadra zawodnicza.
- stwierdziła.
Doświadczona zawodniczka przyznała, że miniony rok był dla niej szczególnie ciężki.
- podkreśliła.
To jej trzeci medal olimpijski karierze. Wcześniej dwukrotnie sięgała po brąz razem z Beatą Mikołajczyk (obecnie Rosolską) także w konkurencji dwójek na 500 m.
- podsumowała.
Ten wywalczony we wtorek zadedykowała właśnie swojemu partnerowi.
- podkreśliła.
Puławska z kolei debiutuje na igrzyskach. Rozmawiając z dziennikarzami po ceremonii medalowej - mimo życiowego sukcesu - zarówno ona, jak i Naja były już jednak dość spokojne.
- zapewniła 26-letnia kajakarka.
W "czwórce" popłyną razem z nimi Helena Wiśniewska i Justyna Iskrzycka. Po raz pierwszy popłyną w takim składzie.
zaznaczyła Puławska.