Dwight Howard: Interesuje nas tylko mistrzostwo.
Możemy wygrać z każdym. Z każdym. Na razie jesteśmy dobrym zespołem, ale - ma pan rację - nie wielkim. A mistrzostwo może zdobyć tylko wielki zespół. Najważniejsze, że mimo pokonywania kolejnych rywali, cały czas o tym pamiętamy. Wygraliśmy kilka ważnych meczów, ale nikomu z tego powodu nie odbiło.
To, że teraz gramy dobrze, na pewno będzie miało jakiś wpływ na play offy. Przede wszystkim zostanie w nas pewność siebie – skoro wygrywamy w sezonie zasadniczym, to nie ma powodu, by nie powtórzyć tego potem. Ale to prawda, że klasę zespołu poznaje się dopiero w play offach. Nie boję się, bo wierzę w nasz zespół. Mamy szansę dokonać naprawdę wielkich rzeczy. Szkoda byłoby ją zmarnować.
Bez przesady... Jesteśmy zgrani, co ma duże znaczenie, ale zdecydowanie najbardziej liczy się nasza pewność siebie. Jeżeli wychodzimy na boisko pewni zwycięstwa, nie ma na nas silnych.
Nieprawdopodobne, prawda? Mogę panu powiedzieć, co ja robię, żeby tu przetrwać. Co najmniej trzy razy w tygodniu jestem w siłowni. Przed każdym meczem i treningiem długo rozgrzewam mięśnie i stawy, a po meczu okładał je lodem. Dużo odpoczywam, dużo śpię, często chodzę do masażysty. Robię wszystko, co można zrobić, by ciało było sprawne. Niby małe rzeczy, ale bez nich nikt tu nie przetrwa. W tej lidze jest naprawdę ciężko, kibice być może nie zdają sobie sprawy, jak ciężko. Co wieczór każdy chce ci udowodnić, że jest tak samo dobry jak ty. To, co wymieniłem wcześniej, to drobiazgi, które prowadzą do celu. Aha, jeszcze jedno, chyba najważniejsze - każdego dnia powtarzam sobie, że mogę być najlepszy na świecie. Bez tej pewności siebie nie ma czego szukać w NBA.
Bardzo dobrym. Jak to określić... To, jak Marcin chce się uczyć, jak chce pokazać, że zasługuje na miejsce w NBA, robi wrażenie. Dzień po dniu jest wcześnie na treningu, czasami przyjeżdża jako pierwszy. Potrafi słuchać i chce słuchać. No i nigdy się nie poddaje. Jestem pewien, że Marcina nic nie złamie. On nie boi się nikogo w tej lidze. Poza tym to dobry, szczery chłopak. Jak prawdziwy zawodowiec wie, że trening to walka, a potem można normalnie porozmawiać. Chyba mogę powiedzieć, że jesteśmy dobrymi kolegami.
Bardzo. Tak pracując musiał zrobić ogromne postępy. Zauważyłem jeszcze jedno – mówiłem panu na początku, jak ważne są te drobnostki. I Marcin o nie dba – chodzi na masaże, okłada mięśnie lodem. Nie jest tak, że po treningu biegnie pod prysznic i znika. Wie, że jego praca nie kończy się na odbijaniu piłki czy podnoszeniu ciężarów.
To pytanie nie do mnie, o to proszę pytać trenera.
Mam miejsce w pierwszej piątce, ale w tej lidze każdy musi walczyć o swoje. Ja nie jestem wyjątkiem. Poza tym spokojnie, jego czas nadejdzie, nie mam co do tego wątpliwości. Na jego miejscu nie przejmowałbym się tym, że w niektórych meczach nie wchodzi na boisko.
Bo tu grają najlepsi na świecie. A wszystko i tak zależy od tego, jak trener wyobraża sobie grę zespołu. Bardzo często zawodnicy nie grają tyle, ile by chcieli. Ale każdy musi wiedzieć jedno - jego czas prędzej czy później nadejdzie. Nie wie kiedy, więc każdego dnia musi być na to przygotowany. Trener powie „wchodzisz” i wtedy nie można zawieść. Dlatego każdego dnia trzeba nad sobą pracować. I tu jest siła Marcina. On jest gotowy. I fizycznie, i psychicznie.
Marcin ma świetną orientację na boisku, świetnie porusza się w strefie podkoszowej. I słucha, chce się uczyć. We wtorek chce być lepszy niż był w poniedziałek.
Musi w siebie wierzyć. Zawsze. Wierzyć w to, że treningi dadzą mu to, na co czeka. Oprócz tego nie musi robić nic poza tym, co robił do tej pory.
Oczywiście. Więcej - mam nadzieję, że spędzi tu całą swoją karierę. Ja i Marcin możemy być tandemem przez następne sezony. A Magic już niedługo mogą być naprawdę wielkim zespołem.