Zespół Miami odniósł imponujące zwycięstwo, mimo nieobecności w składzie Dwyane'a Wade'a, który skręcił kostkę w lewej nodze. Jego brak zniwelował jednak LeBron James, dla którego był to czwarty mecz w tym sezonie, kiedy zdobył co najmniej 30 punktów.

Reklama

"Był agresywny i aktywny po obu stronach boiska. Zaliczył 13 asyst, ale świetnie spisał się również w defensywie. Szczególnie w pierwszej połowie, kiedy był bardzo ruchliwy" - chwalił Jamesa trener Heat Erik Spoelstra.

Swój udział w tym zwycięstwie miał także Chris Bosh, który zdobył 22 punkty. "Chcieliśmy się skupić na graniu takiej samej koszykówki jak wcześniej i nie zwalniać tempa z powodu braku Wade'a" - przekonywał Bosh.

W zespole gości najlepszy był Roy Hibbert - 16 punktów i 12 zbiórek.

Udany występ przeciwko swojej byłej drużynie - Detroit Pistons, zaliczył Richard Hamilton, który w zeszłym roku związał się z Chicago Bulls. "Byki" wygrały na wyjeździe 99:83, a Hamilton, który w dwóch poprzednich meczach nie grał z powodu urazu pachwiny, zdobył 14 punktów.

"Nie jestem przyzwyczajony do grania w tym budynku w roli gościa. To było dla mnie trudne" - powiedział Hamilton, który w Pistonsach spędził dziewięć lat i w środę został przywitany przez kibiców oklaskami.

Do 12. z rzędu zwycięstwa nad Pistons, przyczynił się również Derrick Rose, który zdobył 17 punktów i zaliczył 10 asyst dla Bulls. Z kolei w zespole gospodarzy najskuteczniejszy był Greg Monroe, który zdobył 19 punktów i zaliczył 13 zbiórek.

Natomiast Phoenix Suns z Marcinem Gortatem w składzie, przegrywając z broniącym tytułu Dallas Mavericks 89:98, ponieśli czwartą porażkę w tym sezonie. Polak rozpoczął spotkanie w pierwszym składzie i grał niespełna 38 minut. Zdobył najwięcej punktów - 22 i zaliczył 10 zbiórek. To było pierwsze double-double (dwucyfrowy wynik w dwóch statystykach) Gortata w tym sezonie.

Reklama