Dziennik Gazeta Prawana logo

Bryant trafił tylko trzy z 21 rzutów z gry, ale w tym ten najważniejszy

1 kwietnia 2012, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kobe Bryant
Kobe Bryant/PAP/EPA
W lidze NBA koszykarze Los Angeles Lakers pokonali we własnej hali New Orleans Hornets 88:85. Długo słabo spisywał się lider "Jeziorowców" Kobe Bryant. Trafił zaledwie trzy z 21 rzutów z gry, ale w tym ten najważniejszy w końcówce spotkania.

Bryant w trzech pierwszych kwartach nawet raz nie trafił z gry. Mimo to, gdy na niespełna pół minuty przed końcem spotkania najsłabsza ekipa Konferencji Zachodniej niespodziewanie wygrywała dwoma punktami, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Pięciokrotny mistrz NBA popisał się celnym rzutem za trzy, na który "Szerszenie" nie zdołały już odpowiedzieć.

- przyznał Bryant.

W zespole Lakers najskuteczniejszy był Hiszpan Pau Gasol - 21 pkt i 11 zbiórek. Wśród gości na wyróżnienie zasługuje Jarrett Jack - 18 pkt i 10 asyst.

Siódme zwycięstwo z rzędu odnieśli w sobotę koszykarze San Antonio Spurs. Tym razem we własnej hali pokonali Indiana Pacers 112:103. Przyjezdni ze wschodu w tym spotkaniu nie prowadzili nawet przez moment, a już w połowie spotkania przegrywali 48:64.

"Ostrogi" do triumfu poprowadził Tim Duncan - 23 pkt i 11 zbiórek. Po 18 dołożyli Francuz Tony Parker i Argentyńczyk Manu Ginobili. Spurs z bilansem 36-14 w Konferencji Zachodniej zajmują drugie miejsce. Prowadzi Oklahoma City Thunder (39-12).

Na wschodzie coraz bliżej zapewnienia sobie miejsca w fazie play off są New York Knicks, którzy pokonali u siebie Cleveland Cavaliers 91:75. Nowojorczycy zajmują obecnie ósme miejsce, ostatnie premiowane awansem, a od sklasyfikowanych na dziewiątej lokacie Milwaukee Bucks mają już o trzy zwycięstwa więcej. "Kozły" tym razem uległy Memphis Grizzlies 95:99.

Kłopotem Knicks są jednak kontuzje. Problemy z kręgosłupem na minimum dwa tygodnie wyłączyły z gry skrzydłowego Amare Stoudemire'a. Teraz wszystko wskazuje na to, że z powodu uszkodzonej łąkotki w tym sezonie na parkiet nie wybiegnie już Jeremy Lin.

Amerykanin chińskiego pochodzenia zaliczył przełomowy sezon. Jeszcze w grudniu nie miał klubu, ale dwa miesiące później błyskawicznie zdobył status gwiazdy, prowadząc nowojorczyków do siedmiu wygranych z rzędu.

- powiedział Lin, którego rehabilitacja potrawa około sześciu tygodni, a ostatni mecz Knicks rozegrają 26 kwietnia. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj