W derbach Teksasu długo nie zanosiło się na większe emocje. W trzeciej kwarcie Rockets prowadzili już różnicą 22 punktów i wydawało się, że kontrolują wydarzenia na parkiecie.

Przełomowa sytuacja miała miejsce na niespełna osiem minut przed końcem spotkania, przy stanie 102:89 dla Rockets. Harden przechwycił piłkę i po chwili z olbrzymią siłą wpakował ją do kosza. Zrobił to tak mocno, że piłka nie przeleciała przez siatkę, a została przez nią przeniesiona nad obręcz. Sędziowie odnieśli wrażenie, że Harden spudłował i punktów nie zaliczyli, choć powinni.

Trener gości Mike D'Antoni zaczął krzyczeć na arbitrów, ale niczego nie wskórał. Kiedy nieco ochłonął i poprosił o weryfikację wideo, do czego trener ma prawo raz na mecz, odmówiono mu, bo... miał na to 30 sekund od wzięcia przerwy na żądanie, a czas ten upłynął, gdy się kłócił.

Rozkojarzeni sytuacją goście pozwolili Spurs odrobić stratę. "Ostrogi" do remisu po 115 doprowadziły, gdy na zegarze pozostawało 11,5 s. Harden miał jeszcze szansę dać swojej ekipie zwycięstwo, ale jego rzut został zablokowany.

Harden, choć ostatecznie zdobył 50 punktów, to celnością nie imponował. Z gry trafił bowiem tylko 11 z 38 rzutów. Spudłował także bardzo ważną próbę na 7,8 s przed końcem drugiej dogrywki, a chwilę później popełnił jeszcze faul w ataku i Spurs zdołali wydrzeć zwycięstwo.

"Myślę, że problemy z koncentracją pojawiły się u nas już wcześniej, ale całe to zamieszanie jeszcze pogorszyło sprawę. Przestaliśmy bronić, popełnialiśmy głupie straty, a rywale złapali wiatr w żagle i nie potrafiliśmy się przeciwstawić" - przyznał D'Antoni.

Niespodziewanym bohaterem Spurs był rezerwowy Lonnie Walker. 20-latek zdobył 28 punktów. 25 pkt dołożył Bryn Forbes.

Według portalu ESPN Rockets po spotkaniu złożyli oficjalną skargę w związku z nieuznanym koszem Hardena. Domagają się przyznania im zwycięstwa, albo powtórzenia niespełna ośmiu minut od feralnej sytuacji po wcześniejszym uznaniu kosza i zweryfikowaniu wyniku na 104:89.

Po raz ostatni do powtórzenia fragmentu meczu doszło w NBA 8 marca 2008 roku. Cztery miesiące wcześniej Atlanta Hawks pokonali po dogrywce Miami Heat 117:111, a przyczyną powtórzenia dokładnie 51,9 s było błędne policzenie przez sędziów liczby przewinień środkowego Heat Shaquille'a O'Neala. Nakazano mu opuścić parkiet za szósty faul, choć był to dopiero piąty. Kiedy w marcu drużyny spotkały się ponownie, przed rozpoczęciem spotkania powtórzono 51,9 s. Hawks ponownie wygrali, ale 114:111.