Dziennik Gazeta Prawana logo

Kenia, RPA, USA, Maroko i Szwajcaria na drodze Lewandowskiego po medal

22 listopada 2019, 11:32
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Marcin Lewandowski
Marcin Lewandowski/Newspix
Na trzech kontynentach trenować będzie Marcin Lewandowski zanim uda się do Tokio, by walczyć o medal olimpijski w biegu na 1500 m. Pod koniec listopada leci do Kenii, gdzie rozpocznie przygotowania do sezonu 2020. Potem ma w planie: RPA, USA, Maroko i Szwajcarię.

Lewandowski to jeden z największych podróżników wśród lekkoatletów. Ale w sezonie olimpijskim nie ma zamiaru eksperymentować i stawia na znane ośrodki. Najpierw poleci do Iten, gdzie przygotowują się na co dzień najlepsi kenijscy biegacze.

"Nie mogę jednak powiedzieć, że lubię Kenię. Jeżdżę tam, bo wiem, że daje to efekty. Jestem doświadczonym zawodnikiem i wiem, po co tam jadę. Gdybym miał wybierać, to zdecydowanie wolę polecieć do Stanów Zjednoczonych, bo tam mogę pójść do kina, restauracji i zrobić też fajny trening. W Kenii nie ma nic poza ćwiczeniami i regeneracją" - powiedział brązowy medalista mistrzostw świata.

Najważniejsze dla niego jest jednak to, że zgrupowania w Kenii zawsze dają odpowiednie efekty. Jedzie tam do pracy, zaciska zęby i robi to, co w planach ma jego brat i trener Tomasz Lewandowski.

"Może właśnie dlatego, że tam nie ma absolutnie nic innego do roboty, daje to później takie rezultaty. Na pewno wpływ na to ma też wysokość, ciepło i fakt, że człowiek zajmuje się wyłącznie treningiem i odpoczynkiem" - zaznaczył.

Później - w styczniu - czeka go zgrupowanie w RPA, a potem sezon halowy. Nie ma zamiaru go odpuszczać, ale jak do niego podejdzie, trudno jeszcze wyrokować.

"Decyzji, czy wystartuję w halowych mistrzostwach świata jeszcze nie ma. Na pewno hali nie odpuszczam i zobaczymy, jak będzie mi szło, jak +noga będzie się kręcić+, jakie będzie moje samopoczucie" - powiedział rekordzista Polski na 1500 m.

Po sezonie halowym czeka Lewandowskiego podróż do Flagstaff a Arizonie. Potem jest w planach zgrupowanie w Maroku i St. Moritz. Szwajcaria już w tym roku była jego bazą. Zjeżdżał tylko na starty i był tam też do niemal samych mistrzostw świata w Dausze. To się sprawdziło, więc teraz mają ze szkoleniowcem zamiar powielić ten model przygotowań. To jednak nie znaczy, że trenować będzie tak samo.

"Na pewno będę jeszcze mocniej ćwiczyć. A w tym roku dopiero wchodzimy w taki typowo specjalistyczny trening, bo do tej pory jeszcze mocno byłem podzielony między 800 m a 1500 m. Dopiero teraz zacznie się prawdziwa robota" - zapowiedział.

Do jego grupy treningowej, gdzie są jeszcze m.in. wicemistrzyni świata w sztafecie 4x400 m Patrycja Wyciszkiewicz i mistrzyni Europy na 1500 m (2016) Angelika Cichocka, ma dołączyć też Adam Kszczot. Na razie dwukrotny (2015, 2017) wicemistrz świata na 800 m roku porozumiał się z trenerem Tomaszem Lewandowskim, ale umowa z PZLA nadal nie jest podpisana. Chodzi bowiem o sprawy finansowe.

"Liczę, że dojdzie do porozumienia i Adam będzie w naszej grupie. Są dwa ku temu argumenty - nie widzę dla niego innego szkoleniowca w Polsce, a poza tym to mi też bardzo pomoże w treningu. Zarówno jemu, jak i mi" - ocenił Lewandowski.

Zbyt dużo czasu na odpoczynek po sezonie nie miał. Wybrał się z żoną i dwoma córeczkami na krótkie wakacje do Egiptu, ale jak sam mówi - miał milion spraw do załatwienia.

"Fizycznie na pewno nie odpocząłem, bo ciągle było coś do zrobienia. Miałem milion zaległych spraw. Mentalnie na pewno odetchnąłem i mam już chęć biegania. Mam dużo większą motywację niż w poprzednich latach, bo przekonałem się, że można zdobyć medal w imprezie rangi światowej. To czemu w roku olimpijskim tego nie powtórzyć?" - przyznał.

Brąz mistrzostw świata w Dausze dał mu też większą popularność. Mimo że wcześniej stawał na podium mistrzostw Europy i halowych mistrzostw świata, dopiero sukces w Katarze przełożył się na rozpoznawalność.

"Mocno to odczuwam. O tyle jest to fajne, że nie jest natrętne, a przyjemne. Zawsze ktoś mnie pozna, ale bez przesady. Ludzie raczej wstydzą się podejść. Generalnie ja też jak widzę np. Kubę Wojewódzkiego to nie podchodzę do niego i nie robię sobie zdjęć. Wiem, że to on i powiem żonie: zobacz, Kuba idzie. Tak samo wygląda to ze mną. Niewiele osób podchodzi, ale widzę, jak się szturchają lub pokazują głową. To fajne i oby jak najdłużej trwało" - zaznaczył.

Najczęściej od kibiców słyszy, że jest... znacznie drobniejszy niż w telewizji.

"Jak mnie widzą ludzie to mówią: w telewizji taki duży, a naprawdę taki drobniutki. Na tle Kenijczyków mogę wydawać się duży, ale w rzeczywistości jestem... sucharem" - śmiał się.

Igrzyska w Tokio odbędą się na przełomie lipca i sierpnia 2020.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj