Warholm był największą gwiazdą niedzielnych zawodów, poprawiając rekord Europy wynikiem 46.87. Duplantis po raz kolejny przekroczył wysokość sześciu metrów. Wyniki obu są nowymi rekordami stadionu olimpijskiego w Sztokholmie.

Reklama

Komentatorzy kanałów telewizji norweskiej i szwedzkiej nazwali Warholma "szalonym”, po tym jak jeszcze pobiegł 400 metrów płaskie i wygrał, a Duplantisa „dostarczającym regularnie świetny produkt klasy premium”.

Pomimo chłodniejszej pogody z temperaturą niższą o 10 stopni w stosunku do soboty i silnego wiatru, Warholm starał się o poprawienie rekordu świata, co zapowiedział dzień wcześniej. Dlatego wybrał ósmy tor osłaniający nieco od powiewów, lecz na ostatnim płotku potknął się i stracił rytm.

Duplantis zakończył konkurs wynikiem 6,01 i atakował jeszcze 6,15, lecz bez powodzenia i jak przyznał były to już skoki treningowe.

Moim celem był rekord stadionu, a przy takim wietrze jaki był dzisiaj wyżej się nie dało już skakać - powiedział tyczkarz szwedzkiej telewizji SVT.

Obaj sportowcy zapowiadają swój kolejny start 4 września w Brukseli. Dla Szweda nie jest to problem, ponieważ Szwecja nie wprowadziła obostrzeń dotyczących podróży zagranicznych.

Norweg będzie jednak walczył z czasem, ponieważ już po powrocie do kraju musi poddać się 10-dniowej kwarantannie, ponieważ był przed tygodniem w Monako, które jest dla Norwegii strefą czerwoną, z której przyjazd oznacza przymusową izolację. Taki sam status posiada Sztokholm.

Warholm od razu po mityngu pojechał do Norwegii, aby zdążyć przekroczyć granice przed północą i tym samym skrócić kwarantannę o jeden dzień.

Wiedział o tym już jadąc do Monako i tak przygotował plan treningowy, aby uczestniczyć we wszystkich mityngach Diamentowej Ligi. W Sztokholmie trenował w prywatnej pustej piwnicy i to samo będzie teraz robił w Oslo.

Z Polaków startował tylko Robert Urbanek w rzucie dyskiem zajął piąte miejsce, uzyskując 64,72. Wygrał Szwed Daniel Stahl wynikiem 69,17.