O wygranej Chiefs zadecydowało udane kopnięcie Harrisona Butkera z 27 jardów na osiem sekund przed końcem meczu. To jednak nie on, a Patrick Mahomes jest bohaterem ekipy z Kansas City.
27-letni rozgrywający doznał urazu stawu skokowego w drugiej kwarcie i na przerwę schodził utykając. W dodatku jego zespół po pierwszej połowie przegrywał 14:24. W drugiej połowie Mahomes grał jednak jak natchniony, a słynąca ze świetnej defensywy ekipa Eagles nie potrafiła go powstrzymać.
Mahomes poprowadził swój zespół do triumfu tak jak trzy lata temu, gdy Chiefs wygrali w Super Bowl z San Francisco 49ers 31:20. W niedzielę ponownie został wybrany najbardziej wartościowym zawodnikiem (MVP) finału.
Patrick jest MVP. Nic więcej nie trzeba mówić. Widzieliście jak gra - występ podopiecznego krótko skwitował trener Chiefs Andy Reid.
Kilka dni wcześniej Mahomes został też uznany MVP minionego sezonu. Udało mu się przerwać trwającą prawie ćwierć wieku klątwę. Po 2000 roku bowiem MVP sezonu nie wygrywał Super Bowl. Przed nim poległo dziewięciu laureatów.
Mimo wciąż młodego wieku już uważany jest za jednego z najlepszych graczy w historii. Chiefs wybrali go z 10. numerem w drafcie 2017, a w sezonie 2018 był już ich podstawowym quarterbackiem. Szybko zaczął ustanawiać rekordy. Jest m.in. najmłodszym zawodnikiem, który w jednym meczu popisał się sześcioma podaniami zakończonymi przyłożeniami.
Chiefs w wielkim finale wystąpili po raz piąty w historii. Poza 2020 rokiem zdobycie tytułu świętowali także w 1970. Eagles natomiast do finału dotarli czwarty raz. Mistrzostwo zdobyli jedynie w 2018 roku.
Po raz pierwszy w historii zdarzyło się, że w Super Bowl wystąpiło dwóch czarnoskórych rozgrywających. Obok Mahomesa był nim Jalen Hurts z Ealges.
Mahomes jest jednym z zaledwie trzech czarnoskórych quarterbacków z triumfem w Super Bowl, a jedynym, który dokonał tej sztuki więcej niż raz.
Tegoroczny Super Bowl historycznym był także z innego powodu. Pierwszy raz w przeciwnych drużynach wystąpili bracia - Travis Kelce (Chiefs) i Jason Kelce (Eagles).
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.