Krótko mówiąc Farerzy oszaleli na punkcie szczypiorniaka. Euro 2024 rozgrywane w Niemczech cieszy się wśród nich wielkim zainteresowaniem.
Farerzy napędzili strachu Słoweńcom
Piłkarze ręczni z Wysp Owczych są absolutnym debiutantem na mistrzostwach Europy. Z góry są skazywani na porażkę. W swoim pierwszym grupowym meczu zmierzyli się z reprezentantami Słowenii i pachniało w nim niespodzianką.
Długo tablica wskazywała remis lub niewielką przewagę jednego z zespołów. A Farerowie kilka razy udanie zdecydowali się na wariant gry siedmiu na sześciu w polu. Rewelacyjnie grał środkowy rozgrywający 21-letni Elias a Skipagotu (THW Kiel), który nie tylko zdobywał bramki, ale też asystował z dużą precyzją.
O wygranej Słoweńców 32:29, w których składzie wystąpił Miha Zarabec (Orlen Wisła Płock), zadecydowało większe doświadczenie, a także większa liczba klasowych zawodników. Było to szczególnie widoczne w ostatnim kwadransie gry.
Drużynę z Wysp Owczych w trakcie meczu wspierała z trybun Mercedens-Benz Arena liczna grupa kibiców. Farerscy fani, ubrani w biało-niebieskie koszulki żywiołowo dopingowali swoich rodaków. Według tamtejszych mediów mogło być ich nawet 5 tysięcy.
Biało-czerwoni ostatnim grupowym rywalem Farerów
Na kolejnym spotkaniu z Norwegią obywateli tego małego kraju może być jeszcze więcej. Mówi się nawet o ośmiu tysiącach.
W ostatnim grupowym spotkaniu szczypiorniści z Wysp Owczych zmierzą się z podopiecznymi Marcina Lijewskiego. Niestety biało-czerwoni zaliczyli falstart. W swoim pierwszym meczu na ME przegrali z Norwegią 21:32.
Trzeba przyznać, że Polacy dobrze wyglądali tylko na początku pojedynku. Jeszcze w czwartej minucie prowadzili 3:0. Później było już tylko gorzej. Rywale rozkręcali się z każdą kolejną minutą. Do przerwy prowadzili pięcioma bramkami. Ostatecznie wygrali aż 11. "Oczkami".
Wyspiarze to jeden z najmłodszych (średnia wieku 24,5 lat) a jednocześnie najniższy zespół (przeciętna 188,1 cm) turnieju.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.