Holenderki bez szans w pierwszym secie
Polki nie najlepiej weszły w mecz. Od samego początku musiały gonić wynik. Holenderki odskoczyły naszym paniom na trzy punkty (4:1). Biało-czerwone jednak szybko odrobiły stratę i po chwili wyszły na prowadzenie 6:4.
Polki konsekwentnie budowały swoją przewagę. Dobrze funkcjonował blok naszych siatkarek. Dzięki niemu podopieczne Stefano Laveriniego prowadziły 11:7. Ostatecznie pierwszą partię wygrały 25:16.
Holenderki odrobiły stratę
Gładkie zwycięstwo w pierwszym secie dało wiatr w żagle reprezentantkom Polski. Biało-czerwone prowadziły 4:2, ale rywalki nie dały za wygraną. Wkrótce odwróciły wynik na swoją korzyść (7:6).
Polki prowadzenie odzyskały przy stanie 10:10. Dwa skuteczne ataki z rzędu i nasze panie miały dwa punkty przewagi. Holenderki jednak wygrały trzy kolejne akcje i ponownie nasze siatkarki musiały gonić.
Decydujący fragment seta należał do przeciwniczek. Przy stanie 18:19 Julita Piasecka dotknęła siatki i rywalki odskoczyły na dwa "oczka". W kolejnej akcji Piasecka uderzyła w aut i sytuacja Polek zrobiła się bardzo trudna. Niestety mimo wysiłków losów tej partii już się nie udało odwrócić.
Damaske zamknęła mecz atakiem
Na początku trzeciej odsłony meczu polskie siatkarki zdobyły trzy punkty z rzędu, nie tracąc ani jednego. Holenderki co prawda odrobiły straty, ale tylko na chwilę. Potem nasze dziewczyny znów uzyskały kilku punktową przewagę (8:5), której nie roztrwoniły do końca seta (25:20).
W czwartym secie trwała wyrównana walka. Polki przez chwilę prowadziły trzema punktami. 17:14, ale Holenderki wygrały pięć kolejnych piłek i rezultat zmienił się na ich korzyść (17:19).
Końcówka partii była emocjonująca i nerwowa, ale miała szczęśliwy finał dla biało-czerwonych. 25 punkt atakiem zdobyła Paulina Damaske i w ten sposób zapewniła naszej reprezentacji grę w półfinale. Polskie siatkaski po raz ostatni na podium mistrzostw Europy stanęły w 2009 roku w Łodzi - wówczas wywalczyły brąz.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
