O popisach Milika za kierownicą poinformował "Fakt". Do zdarzenia miało dojść w Warszawie, 25 września. Piłkarz miał wyprzedzać na podwójnej ciągłej i przy przejściu dla pieszych. Jakby tego było mało chwilę później zignorował czerwone światło. Jak podaje gazeta napastnik Juventusu za taki zestaw wykroczeń powinien łącznie dostać 35 punktów karnych i pożegnać się z prawem jazdy. Jednak tym razem mu się upiekło.
Policja wyrozumiała dla Milika
Milik w pierwsze z popełnionych wykroczeń popełnił na oczach policji. Piłkarz manewr wyprzedzania na podwójnej ciągłej i przy przejściu dla pieszych wykonał tuż przed radiowozem.
Funkcjonariusze ruszyli za autem prowadzonym przez Milik na sygnale i po chwili zatrzymali "drogowego pirata". Za swój czyn piłkarz powinien dostać 20 punktów karnych i 1700 zł mandatu. Jak informuje "Fakt" policja wykazała się wielką wyrozumiałością. Skończyło się na pouczeniu.
Milik powinien stracić prawo jazdy
To jednak nie odniosło spodziewanych efektów, bo Milik ledwie kilka chwil później znów złamał przepisy. Tym razem przejechał skrzyżowanie na czerwonym świetle. Tym razem w pobliżu nie było policji i 32-latek niepokojony przez nikogo pojechał dalej.
Można powiedzieć, że byłemu reprezentantowi Polski się upiekło. Jazda na czerwonym świetle to kolejne 15 punktów karnych - wylicza "Fakt". Tak więc w kilka chwil Milik mógł się stracić prawo jazdy.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
