Dziennik Gazeta Prawana logo

Boruc: Swój błąd zrozumiałem już dawno

7 października 2008, 23:44
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Na razie nie dopuszczam ewentualności, że usiądę na ławce rezerwowych. Ale wszystko może się zdarzyć" - mówi DZIENNIKOWI Artur Boruc. Bramkarz Celticu Glasgow wraca do reprezentacji po "incydencie lwowskim".


Bardzo fajnie. Z reguły każde powołanie wywoływało uśmiech na mojej twarzy, teraz nie jest inaczej. Naprawdę bardzo się cieszę, że tutaj jestem.


Jeśli miałem go zrozumieć, zrobiłem to od razu po tym, co się wydarzyło we Lwowie. I wcale nie potrzebowałem na to wiele czasu. Dlatego nie rozumiem, po co były te wszystkie insynuacje, że tak się nie stało.

Nie, dlaczego? Miałem kilka bardziej zwariowanych, dramatu nie było. Tak, jak wszystko miałem poukładane wcześniej, mam i teraz.

Zupełnie nad tym się nie zastanawiam. Co ma być, to będzie. Dla każdego zawodnika gra w podstawowym składzie jest najważniejsza i ja nie jestem inny. Po to się trenuje, walczy o miejsce w drużynie. A jak będzie, zobaczymy w sobotę.

Ja lubię bronić, więc w takim przypadku, na pewno trudno będzie mi się z tym pogodzić. Oczywiście jeśli zajdzie taka potrzeba. Zobaczymy.

Nie. Na razie nie. Ale, jak to w życiu, wszystko może się wydarzyć.

To jest fantastyczne, trenerowi należą się duże słowa uznania. Ja jestem mu ogromnie wdzięczny, że ze mną wytrzymał, że zrobił ze mnie bramkarza. A przy okazji i człowieka.

(śmiech) Jeden jest od biegania, inny od ciekawszych rzeczy. To kwestia sytuacji.

Niezupełnie. Przecież to była kwestia jednego meczu, który nie za bardzo mi wyszedł. Spotkałem się z opiniami, że było to konsekwencją tego wszystkiego, co wokół mojej osoby działo się w ostatnich tygodniach. Nie jest to jednak prawdą. Przecież każdemu zawodnikowi może przytrafić się słabsze spotkanie. Ale nie może ono przekreślać całego dorobku.

To też zdarza się najlepszym piłkarzom na świecie, a ja przecież nie jestem najlepszy. Co mogę więcej powiedzieć? Takie jest życie. Nie ma co rozpamiętywać, głowa do góry i gramy dalej. Owszem, fakt, iż stało się to w meczu z Rangersami spowodował, że trudniej było mi to przełknąć, ale też nie ma sensu doszukiwać się w tym wszystkim jakichś podtekstów. Stało się, trudno.

Zapewniam, że moja dyspozycja w ostatnich tygodniach była taka sama, jak wcześniej. A obroniony karny? Zawsze jest to kwestią szczęścia.

Tak? Może jest to związane z tym, że te najbliższe mecze są dla nas bardzo ważne. Zapewniam, że to nie smutek. Raczej koncentracja. Wiemy co nas czeka i jesteśmy świadomi tego, o co gramy. Jeśli ktoś doszukuje się problemu w atmosferze, jaka tutaj panuje, to jest w błędzie. Przeciwników także nie mamy zamiaru się obawiać.

Zwycięstw. Szczerze mówiąc, innego scenariusza niż sześć punktów w tych dwóch spotkaniach sobie nie wyobrażam.

Zgadza się, każdy wie, kto gra w czeskiej reprezentacji i chyba nikomu jej bliżej nie trzeba przedstawiać. Słowaków znamy trochę mniej, ale w czasie zgrupowania poznamy ich lepiej. Mecz z Czechami oczywiście jest ważny, bo jest tym najbliższym. Ale czy kluczowym? Chyba tylko na potrzeby mediów. Bo tymi najistotniejszymi mogą okazać się równie dobrze dwa ostatnie mecze. Jednak nawet w razie niepowodzenia, nie ma sensu kalkulować, nie jest to nikomu potrzebne. Zostanie sześć spotkań, niespodzianki się zdarzają, faworyci remisują, przegrywają.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj