Ryszard Tarasiewicz ma dość tego, jak traktują go działacze Śląska Wrocław. "Jeśli w ciągu dwóch tygodni nie będzie załatwiona sprawa mojej dalszej pracy w Śląsku, to potem może być za późno na rozmowy ze mną" - grozi włodarzom swojego klubu. Tarasiewicz chce podpisać ze Śląskiem trzyletnią umowę. Działacze z Wrocławia wciąż nie przedstawili mu jednak żadnej oferty.
Zazwyczaj nie kalkuluje, tylko mówi, co mu na sercu leży. Sytuacja w Śląsku zaczyna go denerwować. "Śląsk jest dla mnie priorytetem, ale jeśli w ciągu dwóch tygodni nie będzie załatwiona sprawa mojej dalszej pracy we Wrocławiu, to może być za późno" - przyznaje.
Tarasiewicz nie chce czekać w nieskończoność. "Jeśli ktoś z decydentów myśli, że skoro Tarasiewicz to dziecko Wrocławia i można usiąść do rozmów z nim w maju, bo i tak się zgodzi, to się myli" - ostrzega.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|