"Wojciechowski nie rozumie, że drużyna piłkarska to nie jest koński targ, gdzie handluje się żywym towarem. Skład i ustawienie drużyny to suwerenna decyzja każdego trenera. Prezes poklepywał mnie po plecach, mówił, że coaching OK, dobre zmiany, cudowna atmosfera. I raptem jeden zremisowany mecz wszystko zniweczył" - mówi DZIENNIKOWI o swoim odejściu z Polonii Bogusław Kaczmarek.
Oryginalny jest, ale nie rozumie, że drużyna piłkarska to nie jest koński targ, gdzie handluje się żywym towarem. Skład i ustawienie drużyny to jest suwerenna decyzja każdego trenera. Cenię sobie niezależność i za to obrywałem wielokrotnie w wielu klubach. Wojciechowski zatrudnił fachowca i w ciągu miesiąca mógł się o tym przekonać. Poklepywał po plecach, mówił, że coaching OK, dobre zmiany, cudowna atmosfera w drużynie. I raptem jeden zremisowany mecz wszystko zniweczył.
Ale ja uważam inaczej. Co mnie obchodzą jacyś kupcy? Wojciechowski powiedział mi w poniedziałek, że przyjechali oglądać Jodłowca – stopera – i on mógłby im go opchnąć za dwa miliony, a ja to zniweczyłem. Odpowiedziałem mu, że jak chwile poczeka, to za parę miesięcy jako defensywny pomocnik Jodłowiec będzie kosztował jeszcze o dwa miliony więcej i przejdzie do lepszego klubu. Wiem, co mówię, bo się na tym znam. Nasza rozmowa trwała sześć minut. I nie miała żadnego sensu.
Usłyszałem o sobie wszystko co złe. Złe decyzje, niezależność, patent na mądrość, nierespektowanie sugestii czy to Holendra Slota, czy jego osobistych.
Rzecz w tym, że ich nie było. Slot mówił tylko: wonderful coaching itp. Nie widziałem żadnego sprzeciwu.
Tak, że zrobiłem wszystko, aby to nie Polonia, ale klub, w którym spędziłem 13 lat, zdobył trzy punkty.
Nie dosłownie, ale i tak przekroczył granicę, której nie miał prawa przekraczać.
W sumie cztery. Według jednej z wersji miałem natychmiast odejść, według drugiej zostać asystentem Grembockiego. Później Slot mi mówi, że Wojciechowski zasugerował mu przesunięcie mnie nie na asystenta, ale na dyrektora sportowego. Za pół godziny miałem już zostać generalnym menedżerem. A i jeszcze padła propozycja, żebym stał się Aleksem Fergusonem Polonii. Kompletne jaja. Nie mogłem już w tym cyrku uczestniczyć, bo wie pan, człowiek – to brzmi dumnie.
Właśnie w momencie, kiedy Drzymała zaczynał ingerować w skład zbyt mocno, odszedłem. Później Radolsky przejął przygotowany przeze mnie zespół i odniósł sukces w Europie, eliminując m.in. Herthę Berlin i Manchester City. Obojętne, co się mówi w środowisku, prawda jest po mojej stronie.
Ja chciałem grać o udział w europejskich pucharach. Wydawało mi się, że Wojciechowski też.
Nie sądzę, że to dobry pomysł. Jacek Grembocki, który mnie zastąpił, jest trenerem na dorobku. Ja jemu i jego chłopakom życzę jak najlepiej. Czasem sobie myślę, że ja jestem naznaczony i przypisany do współpracy z ludźmi pokroju Buellera, Niemyjskiego, Drzymały czy Wojciechowskiego. Trafiam do ludzi, którzy zachowują się w sposób specyficzny, nie zawsze logiczny. Z reguły pracowałem w klubach, gdzie nie było pieniędzy. Dlatego wszystko, co osiągałem, to były jakieś siódme, ósme miejsca. A i tak się cieszyłem, bo było to grubo ponad stan.
I szkoda, że wymknęła mi się z rąk. Ale w życiu nie liczą się tylko drogie zabawki.
To są zupełnie inne gesty. Nie wstydzę się tego, co zrobiłem podczas meczu z Kazachstanem. Zrobiłem to spontanicznie, w emocjach, w geście uniesienia. Nigdy nie wykonałbym podobnego gestu ze strachu, tylko dlatego że ktoś ma władzę i pieniądze. Ja mam, proszę pana, pieniądze gdzieś...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|