Józef Wojciechowski: Zostaliśmy zmuszeni złożyć do PZPN wniosek z prośbą o rozwiązanie umowy trenerskiej Pana Kaczmarka, ponieważ od poniedziałku przestał wykonywać swoje zadania jako
trener. Między innymi nie stawił się na poniedziałkowy trening. Zaważyły więc kwestie formalne. Nie ukrywam, że nie jestem w pełni usatysfakcjonowany efektami pracy trenera.
Odpowiedź jak wyżej. O rozwiązaniu kontraktu zadecyduje PZPN.
Nie będę komentował wypowiedzi Pana Kaczmarka. Ma on prawo do swojego zdania. Pytanie tylko czy poważny partner powinien swoje opinie na mój temat wypowiadać publicznie.
Niektórzy pana koledzy po piórze zarzucają mi brak fachowości w zarządzaniu, twierdzą że jestem laikiem. Odpowiem tak: ja zbudowałem swoją firmę od zera, od małego biura i jednej
sekretarki. Teraz J.W. Construction jest spółką giełdową, ocenili mnie inwestorzy i 30 tysięcy klientów. Nie wiem, czy którykolwiek z atakujących mnie dziennikarzy osiągnął tyle co ja.
Mam więc swój track record, a ci którzy formułują podobne oskarżenia, sami wystawiają sobie opinię. Nawet jeśli być może mniej znam się na sporcie, to mam swoich doradców z najwyższej
półki. W tej branży również liczy się myśl biznesowa.
To nie było niekonwencjonalne. To było coś czego jeszcze nie doświadczyliśmy w Polsce. Przez dwa sezony nie udało mi się awansować z Polonią do ekstraklasy. Zresztą jak widzimy, teraz po
tych wszystkich aferach tym ludziom nie opłacało się awansować. Ilu z nich zostało w klubie? Pięciu. Tylu właśnie nadawało się do gry w ekstraklasie. Pozostali wiedzieli, że w przypadku
awansu będą musieli szukać sobie nowych klubów. Skoro więc pojawiła się szansa, żeby kupić grupę zawodników i włączyć ich w tą starą strukturę to zrobiłem to. Biznesowo był to
bardzo dobry ruch.
W Stanach Zjednoczonych takie przeprowadzki są na porządku dziennym. Drużyna przenosi się z Teksasu na Florydę czy odwrotnie, bo ma licencję i chce robić widowisko tam a nie gdzie indziej.
Nie, mamy dobry kontakt ze swoimi kibicami. Życzyłbym każdemu klubowi, żeby właściciel klubu miał podobne relacje z fanami. Nasi kibice są bardzo kulturalni, w Polsce mogliby wręcz służyć
za wzorzec.
Ja nic nie chciałem ugrać.
Nie uzależniam finansowania AZS Politechniki od czegokolwiek, ale liczę na współpracę z miastem. Ona jest konieczna. Nie może być tak, że miasto kompletnie odetnie się od sportu, pozostawi
finansowania dwóch klubów tylko mojej osobie, jednemu z wielu deweloperów działających w Warszawie. Nie takie były hasła wyborcze. Ja nie mogę wykonywać pracy za ludzi, którzy zostali do
niej powołani. Tymczasem miasto zamiast pomóc chce jeszcze na tym zarabiać.
Jest wiele aspektów. W listopadzie złożyliśmy WOSiR i pani prezydent konkretną ofertę rewitalizacji ośrodka na Marymoncie (na potrzeby Polonii -- przyp. red.). Do dnia dzisiejszego nie
otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Nie byłem w stanie dłużej czekać. Dlatego jesteśmy już dogadani w podwarszawskich Markach i tam zlokalizujemy naszą bazę. Drugi temat to murawa na stadionie
Polonii. Według posiadanej przez nas ekspertyzy nadaje się ona tylko do natychmiastowej wymiany. Jako drużyna z czołówki ekstraklasy, bo nie mówimy tu byle jakich kopaczach, Polonia powinna
grać na dobrej nawierzchni. Tacy zawodnicy jak Mierzejewski czy Majewski na nierównej płycie tracą wiele ze swojej wartości. Niestety w tym wypadku też mamy problem z przekonaniem właściciela
obiektu, którym jest miasto, o konieczności przeprowadzenia remontu.
"Niewłaściwie" to zbyt delikatne sformułowanie. Właściwszym będzie określenie "nagannie". Skoro 6-krotnie podwyższono nam czynsz za dzierżawę stadionu
Polonii i w zamian za to nie wywiązano się w żadnym stopniu z obietnic, a my nie mamy na czym grać, to trudno inaczej to nazwać.
Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać i być pośrednikiem pomiędzy miastem a prezes Dolecką. Pani prezes najlepiej się w tym orientuje.
Ta sprawa to temat poboczny, ale przy okazji naszych rozmów z miastem też ją poruszyliśmy. Chodzi jedynie o uregulowanie kwestii własności gruntów, które są przy jednym z naszych osiedli. My
mamy połowę udziałów, a miasto ma drugą połowę. W związku z tym, że jest to droga miejska chcemy, żeby albo miasto odsprzedało nam swoje udziały, albo odkupiło od nas nasze. Samą drogę
my jako J.W. Construction wybudujemy, mimo że do budowy dróg powołane są władze miejskie, a nie deweloperzy.
Nie chcę się na ten temat wypowiadać, to kwestia wyceny przez biegłego.
Jest to kwota około 600 tysięcy złotych rocznie. Bez tego wsparcia klub nie ma szans na grę w najwyższej klasie rozgrywek. Wiem, że ten klub na mnie liczy. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego
słowa. Nie wiem, jaka będzie ostateczna decyzja. Prowadzimy rozmowy w zakresie szerszym niż Politechnika. W swoim czasie podjąłem się sponsorowania dwóch klubów. A jak już raz się w to
weszło, trudno jest wyjść. Jednak obydwa kluby, które wspieram są mi bliskie.
Te negocjacje wyglądały koszmarnie. Właściwie to nie były negocjacje. Zostaliśmy postawieni pod ścianą, bo musieliśmy mieć umowę, żeby uzyskać licencję na grę w ekstraklasie. Ludzie, z
którymi rozmawialiśmy, doskonale wiedzieli, w jakiej sytuacji się znajdujemy i wykorzystali to. Wyznaczono nam określoną kwotę do zapłaty i tyle musimy płacić.
Proszę zrozumieć, że sytuacja Polonii jest bardzo różna od sytuacji Legii. Polonia korzysta z jednego boiska do gry, nie ma żadnego boiska treningowego, bo to, które jest na Konwiktorskiej
opłaca się osobno, płacąc określoną stawkę za użytkowanie, więc taki plac możemy dostać wszędzie. Mamy raptem około 50 m kw. powierzchni biurowej. Z tego co wiem Legia ma do dyspozycji
cały obiekt, kilka boisk a do momentu, kiedy podpisała nową umowę dzierżawy płaciła za wszystko ok. 400 tysięcy zł. Jeżeli więc ktoś mówi co innego, to po prostu kłamie.
Nie chciałbym się wypowiadać na temat starej Polonii, bo nie byłem tam prezesem. JW Construction było jedynie udziałowcem klubu. Z tego co mi wiadomo, to tamta stara Polonia była winna miastu
około 200 tysięcy z tytułu opłat czynszowych, ale zostały też poczynione nakłady rzeczowe na ogrzewanie płyty boiska w wysokości 350 tys. W niedawnej rozmowie, którą osobiście odbyłem z
dyrektorem WOSiR panem Wilczyńskim uznaliśmy, że jest możliwość ugody sądowej, żeby te roszczenia nawzajem się zlikwidowały.
To nie była żadna demonstracja. Na Konwiktorskiej po prostu nie było warunków do pracy. Biuro miało powierzchnię 20 m kw, które na dodatek funkcjonowało poza kontrolą, bo ja przecież
urzęduję w Ząbkach. Dlatego przenieśliśmy to biuro wraz z pracownikami, raptem trzy osoby, a tam urządziliśmy pomieszczenie, w którym w czasie meczu można się napić kawy. Media czasem
robią aferę z niczego.
To jest nierozsądne pytanie.
Zbyt mocno jestem zaangażowany w Polonię, żeby tak łatwo z niej wyjść. Nie chcę całkowicie rezygnować ze sponsorowania sportu, ale biznesmeni różnie oceniają taki sposób wydawania
pieniędzy. Dlatego w Polonii ja wkładam prywatne pieniądze, a nie pieniądze firmy. J.W. Construction jest spółką giełdową i nie wszyscy udziałowcy byliby zadowoleni z tej inwestycji.
Może zobaczył pan Oleksego lub Szmajdzińskiego i dlatego pan tak mówi, zwłaszcza że są to osoby rozpoznawalne. Jednak poza nimi są inni, cała loża jest wypełniona ludźmi różnych opcji,
nie wyłączając obecnie rządzącej Platformy Obywatelskiej jak również PiS.
To tylko pogłoski prasowe. Mam doradcę w osobie pana Slota i to mi wystarcza. Na dzień dzisiejszy pan Listkiewicz robi co innego. Pozostaje oczywiście wielkim kibicem Polonii, nie ma na
Konwiktorskiej meczu, na którym by nie był, ale to wszystko co łączy go z klubem.
To prawda, jednak proszę nie doszukiwać się w tym fakcie żadnego drugiego dna.
Niektórym ludziom trzeba by było dołożyć trochę motywacji, żeby zaangażowali się w działanie w sensie organizacyjnym. Na dzień dzisiejszy panuje marazm. Ja nie jestem właścicielem tego
obiektu. Gdybym był, zrobiłbym to, co trzeba. A co trzeba zrobić? Jeśli myślimy o grze w pucharach to przede wszystkim trzeba by było coś zrobić z budynkiem klubowym, bo on nie spełnia
żadnych norm. Na razie jednak tym się nie martwię, bo jeszcze w tych pucharach nie jesteśmy.
Nie bardzo już w to wierzę. Słowa nic nie kosztują. Będzie o czym porozmawiać wtedy, gdy zacznie się coś dziać. Na razie mamy niecałe 6 tysięcy miejsc i tym dysponujemy.
Jestem zbyt krótko w sporcie, żebym mógł jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Jest to dla mnie zbyt nowa dziedzina, próbuje w niej swoich sił, wykorzystać mój talent menedżerski, bo
jest on czasami bardziej przydatny od wiedzy stricte sportowej, a jak to zaowocuje to dopiero zobaczymy. Jeśli porozmawiamy za rok czy półtora, to wówczas będę mógł lepiej się
określić.