-
Rzeczywiście, przy Bułgarskiej przeżyłem dużo pięknych chwil, ale w weekend sentymenty pójdą na bok. Mam taką naturę, że zawsze chcę wygrać, a moim obecnym pracodawcą jest Legia. A jeśli chodzi o miłość do barw klubowych, to najbliżej mi do Gwardii Koszalin, której jestem wychowankiem.
Strach? Nic z tych rzeczy. W Warszawie presja jest cały czas, a do tego ostatnimi czasy atmosfera wokół klubu jest fatalna. Jestem przyzwyczajony do tego, że nie jestem ulubieńcem mediów, i ten jeden mecz niczego w mojej ocenie nie zmieni.
Spokojny to może za dużo powiedziane, ale uważam że w obecnej formie jesteśmy faworytem tego spotkania. A jeżeli nasi pomocnicy zaprezentowaliby pełnię swoich możliwości, to nasze szanse na zwycięstwo w niedzielę oceniam bardzo wysoko.
Oczywiście. To jest ideał, do którego cały czas dążymy.
Jeden z testowanych przez nas w zimę zawodników, Evans Chikwaikwai był królem strzelców pierwszej ligi Zimbabwe. Dobrze prezentujący się w naszej lidze Takesure Chinyama, z którego Legia jest bardzo zadowolona, królem strzelców w swoim kraju nigdy nie był. Dlatego grzechem byłoby nie przetestować takiego gracza.
Dlaczego? Roberta nie sprzątnięto nam wcale sprzed nosa, prowadziliśmy z nim rozmowy, nie dochodząc do porozumienia. To się zdarza. Robertowi z całego serca życzę jak najlepiej.
Bardzo mała. Będziemy raczej celować w zawodników z kartą na ręku. Ewentualnie w grę wchodzić mogą wypożyczenia. O wydawaniu pieniędzy na graczy można będzie mówić dopiero wtedy, gdy uda się kogoś dobrze sprzedać.
Na takie rozwiązanie nie możemy sobie niestety pozwolić. Jest kryzys i część zysków z transferów zostanie przeznaczona na inne wydatki.