Sporting Lizbona wystąpi w czwartkowym spotkaniu rewanżowym 1/16 finału piłkarskiej Ligi Europejskiej przeciwko Legii Warszawa mocno osłabiony. Nie zagrają filar defensywy Oguchi Onyewu oraz rozgrywający Fito Rinaudo. Pierwszy mecz zakończył się remisem 2:2.

Reklama

Obaj piłkarze "Lwów" przypłacili kontuzjami sobotni mecz ligowy przeciwko Pacos de Ferreira, który Sporting wygrał 1:0. Wprawdzie ich miejsce prawdopodobnie zajmą strzelcy bramek z Warszawy Daniel Carrico i Andre Santos, to absencja amerykańskiego stopera i argentyńskiego pomocnika będzie stanowić poważne osłabienie dla rywala Legii.

Komentatorzy odnotowują, że chociaż prawdopodobni zmiennicy są wartościowymi graczami, to jednak nie reprezentują oni takiego potencjału jak duet Onyewu - Rinaudo, uznawany za kluczowy dla gry lizbońskiej drużyny. W opinii prezesa Sportingu Godinho Lopesa, najważniejszym czynnikiem przed meczem z Legią będzie silna motywacja zespołu.

Aby osiągnąć nasze cele musimy najpierw uwierzyć w siebie. Remis wywalczony w ostatnich minutach w Warszawie i sobotnie zwycięstwo w lidze dowodzą, że morale drużyny znacznie się poprawiło. Mocno wierzymy, że wygramy czwartkowy pojedynek i awansujemy do następnej fazy Ligi Europejskiej - powiedział Lopes. Prezes Sportingu podkreślił, że remis 2:2 z Warszawy pozwoli "Lwom" z dużym spokojem podejść do rewanżu.

Także trener Lizbończyków Ricardo Sa Pinto wierzy w dobry występ swojego zespołu przeciwko Legii. Zawodnicy z pewnością dadzą z siebie wszystko od pierwszego gwizdka do ostatniej sekundy spotkania. Mam nadzieję, że nasi kibice też nas nie zawiodą i tłumnie przyjdą na rewanż. Bez ich wsparcia będziemy zdecydowanie słabsi - zaznaczył Sa Pinto.

Reklama

Portugalscy komentatorzy odnotowują, że pomimo zmiany szkoleniowca, Sporting kontynuuje mało ciekawą grę, opartą na dawnej taktyce Domingosa Paciencii 4-3-3. Jest ona nie tylko mało widowiskowa, ale i mało skuteczna. Sa Pinto nie wniósł nic nowego do gry +Lwów+. Poza tym, nadal brakuje lidera, który samodzielnie potrafiłby rozstrzygnąć losy spotkania. Nie ma kogoś takiego, kto treść przekładałby nad formę. Brak też kreatywności w środku pola, a Sporting jako całość jest po prostu bezbarwny - ocenił komentator dziennika "Correio da Manha" Mario Pereira.