Jak wyglądało ostatnie 24 godziny z pana perspektywy?
Najpierw adrenalina doprowadzona na wysoki poziom, później zaskoczenie całą sytuacją z odwołaniem meczu, wreszcie kłopoty z zaśnięciem. Zeszło mi do trzeciej w nocy. Ale stanęliśmy na wysokości zadania. W ciężkich momentach pokazaliśmy, że stanowimy zespół, że potrafimy się sprężyć, że trudności nam mobilizują.

Reklama

Dzień zwłoki zmienił wasze podejście do gry?
Nie sądzę, choć jeśli już, to raczej na plus. Wywołał taką zdrową sportową złość. Przełożenie spotkania nie było przecież naszą winą.

Radość po golu była ogromna...
Byłem odwrócony tyłem, piłkę zobaczyłem dopiero w "sieci" i zacząłem się cieszyć. Strzelić bramkę Anglii i to na Stadionie Narodowym... Piękny moment, jeden z najpiękniejszych w życiu. Będę miał co opowiadać dzieciom.

To pana druga bramka w kadrze...
Dwójka chyba jest dla mnie szczęśliwa. W polskiej lidze mam dwa gole, w poprzednim sezonie strzeliłem dwa dla Torino, teraz drugiego w kadrze, choć tego pierwszego - w debiucie z Tajlandią - nie można traktować zbyt poważnie. Dopiero bramka zdobyta dziś ma prawdziwą wartość.

Gol ugruntował pana pozycję w kadrze?
Trzymam się zasady, że droga do reprezentacji wiedzie przez grę w klubie. Na tym się skupiam. A występy w Serie A to naprawdę dobra szkoła życia, zwłaszcza dla obrońcy.

Anglicy zawiedli?
Odwróciłbym sprawę. To my zaskoczyliśmy na plus, zagraliśmy bardzo dobry mecz, nie pozwoliliśmy im rozpędzić się. Nasza postawa napawa optymizmem. Dziś nie można powiedzieć o nas złego słowa.