W trzech meczach eliminacyjnych MŚ 2018 podopieczni Adama Nawałki zainkasowali siedem punktów po dwóch zwycięstwach i remisie, ale stracili pięć goli.

Reklama

"Na pewno musimy popracować nad tym elementem. Na Euro 2016 nasza defensywa świetnie funkcjonowała, ale teraz mamy z tym problem. Musimy się mocniej przyłożyć do poprawy skuteczności w obronie" - powiedział Fabiański.

We wtorek biało-czerwoni pokonali Armenię 2:1, po tym jak Robert Lewandowski strzelił zwycięskiego gola w ostatniej akcji meczu.

"Do końca wierzyliśmy, że stworzymy sytuację, po której zdobędziemy zwycięską bramkę. Robert, jak prawdziwy kapitan, po raz kolejny poprowadził nas do zwycięstwa" - ocenił bramkarz reprezentacji Polski.

Biało-czerwoni objęli prowadzenie w 48. minucie po samobójczej bramce Hrayra Mkojana. Goście wyrównali niespełna dwie minuty później, kiedy bezpośrednio z rzutu wolnego Fabiańskiego pokonał Marcos Pizzelli.

"Oczywiście mogłem zachować się lepiej przy stracie tego gola. Jednak takie sytuacje są trudne dla bramkarzy. Spodziewamy się, że ktoś trąci piłkę głową, a ona wszystkich mija i zmierza prosto do bramki. W takich sytuacjach trzeba interweniować nieco rozpaczliwie. Dodatkowo mam niedosyt, bo miałem piłkę na ręku, ale nieszczęśliwie spadła mi pod łokieć i wpadła do bramki" - opisał sytuację golkiper Swansea.

Przyznał, że po meczu w szatni Polaków była radość, ale również duża ulga.

"Każdy z nas liczył, że zdobędziemy w tym spotkaniu trzy punkty. Nie zakładaliśmy jednak tak nerwowej końcówki. Jednak tak potoczył się mecz i trzeba było wierzyć do końca w korzystny wynik. Zależało nam, aby mecz był prowadzony pod nasze dyktando. Ale zespół Armenii dzielnie się bronił. Musimy szanować to zwycięstwo i mieć respekt do rywali, bo w tej grupie każdy może wygrać z każdym" - ocenił.

Reklama

W doliczonym czasie gry również Ormianie mieli dogodną sytuację na strzelenie zwycięskiej bramki, bo Aras Oezbiliz znalazł się w sytuacji sam na sam z Fabiańskim.

"Rywale mieli w końcówce nawet dwie dogodne sytuacje. Wcześniej musiałem wybiec przed pole karne i przerwać ich akcję, bo nie wiadomo jakby to się skończyło. To chyba wynikało z naszej świadomości, że gramy przeciwko dziesięciu przeciwnikom. Zaatakowaliśmy większą liczbą zawodników i dla Ormian stworzyły się na boisku wolne strefy. Te kontrataki były bardzo groźne" - zakończył Fabiański.

Czarnogóra z siedmioma punktami jest liderem grupy E. Polskę wyprzedza tylko lepszym bilansem bramek. Rumunia do czołowej dwójki traci dwa punkty, natomiast Duńczycy w trzech spotkaniach zgromadzili zaledwie trzy.

Kolejną serię spotkań grupy E zaplanowano na 11 listopada. Polska zagra w Bukareszcie z Rumunią, Dania podejmie Kazachstan, zaś Czarnogórę czeka podróż do Armenii.