Dla podopiecznych Jerzego Brzęczka będzie to trzeci dwumecz w tych eliminacjach mistrzostw Europy. O ile w dwóch pierwszych jeden z rywali był mocniejszy, a drugi teoretycznie słabszy, to teraz biało-czerwonych czekają starcia z dwoma silnymi zespołami.

"Zarówno Słowenia, jak i Austria do solidne drużyny, ale jeśli chodzi o potencjał sportowy są słabsze od Polski. Ciut mocniejsi są Austriacy, ale z nimi zmierzymy się u siebie na Stadionie Narodowym. Z kolei ze Słoweńcami przyjdzie walczyć na wyjeździe" – zauważył Koźmiński.

Jego zdaniem piątkowy rywal biało-czerwonych - Słowenia to zespół dwóch wielkich gwiazd – bramkarza Jana Oblaka z Atletico Madryt i Josipa Ilicica z Atalanty Bergamo.

"Pod tym względem to trochę nierówna drużyna, gdyż pozostali piłkarze prezentują niższy poziom. Ostatni nasz mecz wyjazdowy ze Słowenią nie był udany, przegraliśmy w Mariborze 0:3, ale to było już dawno temu. To była inna drużyna, zupełnie inne okoliczności. Nasza reprezentacja prezentuje teraz inną jakość, a Słoweńcy są gorsi niż wtedy" – ocenił srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Barcelonie.

Słoweńcy w czterech pierwszych meczach eliminacji wywalczyli pięć punktów i zajmują czwarte miejsce w tabeli. W swoim ostatnim czerwcowym meczu pokonali jednak na wyjeździe Łotwę aż 5:0.

"W naszej grupie tylko Polacy zaczęli dobrze eliminacje, ale to wysokie zwycięstwo Słoweńców nad Łotwą dobrze o nich świadczy. Rzadko w europejskich eliminacjach wygrywa się tak wysoko, zwłaszcza na wyjeździe" – podkreślił Koźmiński.

Biało-czerwoni w swoim ostatnim meczu też pokazali klasę, pokonując po bardzo dobrej grze 4:0 Izrael. Według Koźmińskiego skład Polski będzie zbliżony do tego, jak w ostatnich spotkaniach, ale nie wyklucza, że selekcjoner zaskoczy i da szasnę jakiemuś młodemu piłkarzowi.

"W kadrze znalazło się kilku zawodników, którzy w czerwcu dobrze zaprezentowali się podczas młodzieżowych mistrzostw Europy we Włoszech. Można powiedzieć, że w pierwszej reprezentacji nastąpiło +nowe otwarcie+, choć oczywiście nie można mówić o żadnej rewolucji" – stwierdził.

We wcześniejszych meczach trener Brzęczek miał pozytywny ból głowy przy wyborze napastników, gdyż Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik imponowali formą. Teraz sytuacja jest trochę gorsza, gdyż Milik nie stawił się na zgrupowaniu z powodu kontuzji, a Piątek w tym sezonie jeszcze nie zdobył bramki i ostatnio stracił nawet miejsce w podstawowym składzie AC Milan.

"Nie przyjmowałbym się tym za bardzo. Lewandowski od początku tego sezonu jest w galaktycznej formie. A jeśli chodzi o dyspozycję Krzyśka Piątka, to nie ma sensu wyciągać zbyt daleko idących wniosków. To dopiero początek sezonu, w Serie A rozegrano tylko dwie kolejki. Ta jego seria bez gola nie trwa przecież pół roku. Jak nie było powodów, aby wpadać w przesadny entuzjazm, gdy zdobywał bramkę za bramką, tak teraz nie wolno stawiać nad nim znaku zapytania, bo to jest wciąż światowej klasy napastnik. Jego dokonania w poprzednim sezonie nie były dziełem przypadku" – nie miał wątpliwości Koźmiński.

Pod względem logistycznym wyprawa do Lublany będzie podobna do tego, jak w czerwcu, gdy reprezentacja Polski wracała ze Skopje na mecz z Izraelem do Warszawy.

"Wszystko mamy przećwiczone – lecimy, wygrywamy, wracamy. Powrót będzie zaraz po meczu, lądujemy około drugiej w nocy na lotnisku w Modlinie, a stamtąd do hotelu. Wszystko jest zapięte na ostatni guzik" – zapewnił Koźmiński.