Człowiek, który zatrzymał Anglię, był sceptyczny jeszcze przed meczem. "Rozmawiałem z prezesem Michałem Listkiewiczem. Powiedział, że spotkanie z Węgrami jest generalnym sprawdzianem przed meczem z Belgami. To aż się prosiło, żeby Beenhakker wystawił Ebiego Smolarka i Jacka Krzynówka. Bo przecież to oni zagrają w Chorzowie, a nie Konrad Gołoś, czy Tomasz Zahorski" - tłumaczy w rozmowie z dziennikiem.pl.

Reklama

Według Jana Tomaszewskiego, postawienie na nowych piłkarzy było poważnym błędem. "Przecież wiadomo, że debiutanci zawsze grają dla siebie, a nie dla drużyny. Chcą się pokazać, żeby załapać się do lepszych drużyn. Dlatego decyzja Beenhakkera była jednym wielkim nieporozumieniem" - twierdzi "Tomek".

"Dobrze, że trener jeszcze nie zamknął selekcji. Takie błędy popełnili Jerzy Engel i Paweł Janas przed mistrzostwami świata i dlatego przegrali. Ale my jeszcze nie awansowaliśmy do Euro. Najpierw trzeba wygrać z Belgami. Ale nie z piłkarzami, których Beenhakker wystawił przeciwko Węgrom" - przekonuje.

Tomaszewski ma więcej do zarzucenia Beenhakkerowi. "Po co odesłał z kadry Krzynówka, Smolarka czy Maćka Żurawskiego? Tłumaczył, że chce im dać odpocząć przed meczem z Belgami. A przecież wiadomo, że są potrzebni kadrze. Skoro jednak się nie nadają, to do formaliny ich" - mówi dziennikowi.pl.