Dziennik Gazeta Prawana logo

Wielka niewiadoma w finale Pucharu Polski

23 kwietnia 2008, 16:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wczoraj Legia zremisowała bezbramkowo z Zagłębiem Lubin w pierwszym meczu półfinału Pucharu Polski, dziś taki sam wynik padł na boisku Wisły, która grała z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. To, kto awansuje do finału pucharu, rozstrzygnie się więc w rewanżach. Teoretycznie większe szanse mają gospodarze, jednak Legii i Wiśle wystarczą bramkowe remisy. Wszystko wyjaśni się już w przyszłym tygodniu.

Trener Wisły, Maciej Skorża narzekał przed meczem na przemęczenie swoich zawodników, którzy grali do tej pory w lidze, Pucharze Polski i Pucharze Ekstraklasy. "Chcemy zagrać dobry mecz, strzelić parę bramek, a nie stracić - o ile to możliwe - żadnej. Jest to pierwszy mecz pucharowy i będziemy musieli bardzo uważnie grać w tyłach" - zapowiadał jednak. Obronić puchar za wszelką cenę chcieli piłkarze Dyskobolii.

I to oni lepiej zaczęli ten mecz, który przez pierwszy kwadrans był niezwykle nudny. Pierwszą groźną sytuację stworzył zawodnik gości, Jarosław Lato, który pięknie "kropnął" zza pola karnego i bramkarz Wisły z największym trudem obronił.

Dyskobolia zmarnowała pod koniec pierwszej połowy niesamowicie łatwą sytuację do zdobycia gola. Bramkarz Wisły, Mariusz Pawełek sfaulował w polu karnym Mariusza Muszalika, za co otrzymał żółtą kartkę. Sędzia nie wahał się ani chwili i podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Radek Mynar i... strzelił wprost w wiślaka! Pawełek zrehabilitował się więc wyciągając tę piłkę. Chwilę później arbiter odgwizdał koniec pierwszej połowy.

"Cieszę się, że udało mi się wybronić ten strzał. W drugiej połowie musimy jednak koniecznie zdobyć gola" - mówił na gorąco, w przerwie spotkania, golkiper "Białej Gwiazdy". To jednak goście zaprezentowali się w ciągu pierwszych 45 minut.

W drugiej połowie do roboty wzięli się snajperzy, ale przez pierwsze 25 minut ich celowniki były mocno rozregulowane. Z jednej strony szalał Adrian Sikora, z drugiej Paweł Brożek. Bez efektu.

Sikora zmarnował taką setkę, że chyba długo będzie mu się jeszcze śnić po nocach. Mikry napastnik urwał się obrońcom i popędził na bramkę Pawełka, który mecz z Dyskobolią na pewno nie zaliczy do udanych. Przebiegł kilkadziesiąt metrów i będąc oko w oko z wiślakiem... strzelił prosto w niego. Wisła odpowiadała kontrą za kontrę. Blisko gola w drugiej części gry był Rafał Boguski.

Sędzia doliczył trzy minuty do regulaminowego czasu gry. W ostatnich chwilach spotkania Wisła przycisnęła mocno, bardzo mocno! W ostatniej akcji meczu na piątym metrze znalazł się Wojciech Łobodziński, ale ubiegł go obrońca Dyskobolii. Dwumecz pomiędzy Wisłą a Groclinem rozstrzygnie się więc w Grodzisku Wielkopolskim.

Pawełek - Baszczyński, Głowacki, Cleber, Diaz - Łobodziński, Cantoro, Dudka (76 Jirsak) Piotr Brożek (46 Paulista) - Matusiak (46 Boguski), Paweł Brożek. Przyrowski - Mynar, Kumbev, Jodłowiec, Sokołowski (84 Olejniczak) - Rocki (74 Telichowski), Świerczewski, Lato, Majewski (81 Ivanovski), Muszalik - Sikora.

Pawełek, Dudka, Łobodziński - Świerczewski, Kumbev, Olejniczak
Robert Małek

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj