Uchodzący przed laty za ligowy klasyk pojedynek Widzewa z Legią tym razem nie okazał się wielkim widowiskiem. Brakowało w nim nie tylko otoczki w postaci kibiców, ale także akcji bramkowych i piłkarskiej jakości.
Przeciętnie radzącym sobie w 1. lidze gospodarzom w całym meczu udało się oddać tylko jeden celny strzał, a przed przerwą jedyną dobrą sytuację zmarnował Łukasz Kosakiewicz. Za to lider ekstraklasy zadowolił się szybko zdobytą bramką. O awansie Legii przesądziło bowiem trafienie Mateusza Cholewiaka już w 6. minucie.
Trener warszawskiej drużyny oceniając mecz przyznał, że dobry był tylko jego wynik.
– podsumował Michniewicz.
Dodał, że łodzianom nie zawsze udaje się wygrywać w pierwszoligowych rozgrywkach, ale – jak przyznał - gra Widzewa we wcześniejszych meczach bardzo mu się podobała.
Mniej krytyczny dla swoich graczy był opiekun gospodarzy. Jak przekonywał Enkeleid Dobi, postawa jego podopiecznych w starciu z mistrzem Polski była najlepszą reakcją na to, co zaprezentowali w ostatnim ligowym spotkaniu z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza (0:2).
– podkreślił Albańczyk.
Widzew, który w tym roku po pięciu latach wrócił do 1. ligi, ostatni raz wygrał z Legią 20 lat temu. Środowe spotkanie obu zasłużonych dla polskiego futbolu drużyn rozegrano w 110. rocznicę powstania Widzewa.
Widzew Łódź – Legia Warszawa 0:1 (0:1). Awans: Legia.
Bramka: 0:1 Mateusz Cholewiak (6).
Żółte kartki - Widzew: Patryk Mucha, Krystian Nowak. Legia: Bartosz Slisz.
Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). Mecz bez udziału publiczności.