Po meczu Słowacja - Polska policja zatrzymała tylko szesnastu chuliganów, ale w awanturach brało udział ponad 200 pseudokibiców. Teraz polska policja zarzeka się, że pomoże swoim kolegom
po fachu ze Słowacji w rozpoznaniu sprawców zajść. Ma w tym pomóc nagranie z monitoringu.
>>> To słowaccy policjanci nas
sprowokowali
"Wstyd i dramat" - tak zachowanie polskich kibiców w Bratysławie ocenia Michał Listkiewicz. "To były dantejskie sceny. Kamienie, race, demolowanie miasta, ale też
załatwianie potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie, dzicz, brak słów. Zaatakowano także samochód ze mną i Zbigniewem Koźmińskim. Poszły wiązanki, których nie będę cytował. Ale chcę
podkreślić, że w Bratysławie było też dużo prawdziwych kibiców" - dodaje.
>>>Zobacz krwawą zadymę polskich
chuliganów
Prezes PZPN podkreśla jednak, że winę za awantury ponosi słowacka federacja. "PZPN otrzymał 2418 biletów na swój sektor i sprzedaliśmy je prawdziwym fanom - z klubów kibica, które
znamy" - opowiada popularny "Listek". Słowacy na własną rękę zorganizowali jednak dodatkową sprzedaż biletów w internecie i stadionowych kasach. "Chcieli
dorobić" - mówi prezes PZPN.
Na stadionie Slovana zasiadło więc siedem tysięcy fanów z Polski, większości nie dało się zidentyfikować. "Na sektorze z prawdziwymi kibicami odpalono jedynie kilka rac. Za to, o
ile sprawa trafi do FIFA, możemy odpowiadać, za resztę nie" - tłumaczy Listkiewicz. Prezes twierdzi, że ostrzegał Słowaków przed awanturami, ale nie zareagowali. "Dlatego
złożyłem oficjalne pismo do komisarza FIFA, że nie bierzemy odpowiedzialności za sektor, na który nie sprzedawaliśmy wejściówek. Komisarz podpisał nasze pismo" - opowiada.
Jak zaradzić burdom? "Trzeba zmienić prawo. I lada moment ma się to stać. Na meczu był minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, zapewnił, że prace nad ustawą są na
ukończeniu" - kończy Listkiewicz.