Podsumowanie prawie rocznego okresu pracy Sousy z reprezentacją nie jest do końca oczywiste, bo z jednej strony biało-czerwoni strzelali sporo goli (37), a z drugiej - zawstydzająco dużo tracili (20), nawet w meczach z najsłabszymi drużynami Europy. Przegrali Euro, ale nie przegrali - przynajmniej dotychczas - walki o mundial.

Reklama

Nierówne były też wyniki w poszczególnych meczach. Z jednej strony udane występy i remisy po 1:1 z Hiszpanią na wyjeździe i z Anglią u siebie. Z drugiej - porażki w kiepskim stylu po 1:2 ze Słowacją w Sankt Petersburgu i Węgrami w Warszawie.

Największym minusem po stronie wyników Sousy są oczywiście nieudane mistrzostwa Europy. W styczniu 2021 roku ówczesny prezes PZPN Zbigniew Boniek zatrudnił Portugalczyka przede wszystkim po to, żeby osiągnął dobry rezultat na przełożonym o rok Euro 2020. Biało-czerwoni odpadli jednak już po fazie grupowej. W trzech spotkaniach wywalczyli jeden punkt - na inaugurację ulegli niespodziewanie Słowacji 1:2, następnie zremisowali z Hiszpanią 1:1 i przegrali ze Szwecją 2:3.

Notowań Sousy nie poprawiały także liczne rotacje w składzie. Zaczął m.in. od zostawienia na ławce Kamila Glika w marcowym meczu z Węgrami w Budapeszcie, wystawiając Michała Helika. W 58. minucie, gdy w końcu dał szansę doświadczonemu obrońcy, Polacy przegrywali już 0:2. Ostatecznie zakończyło się remisem 3:3. W pierwszych meczach można było jeszcze usprawiedliwić nietrafione wybory Sousy brakiem wystarczającej wiedzy o reprezentacji, ale liczne zmiany trwały właściwie do końca eliminacji. Niektórzy zarzucali selekcjonerowi, że nie tylko rywale nie mogą rozszyfrować polskiej kadry, lecz nawet sami jego podopieczni się gubią.

Dziwił brak choćby jednego polskiego trenera (nie licząc cenionego analityka Huberta Małowiejskiego) w sztabie Sousy. Otoczył się swoimi współpracownikami. A przecież za kadencji Holendra Leo Beenhakkera przy reprezentacji swój warsztat szkoleniowy wzbogacał m.in. Adam Nawałka, co później przyniosło sporo korzyści kadrze narodowej.

Portugalczyk był mocno krytykowany za niechęć do powoływania piłkarzy z polskiej ekstraklasy, a przede wszystkim - nieobecność na meczach w kraju. Doszło do tego, że temat został poruszony 14 grudnia na spotkaniu Sousy z prezesem PZPN Cezarym Kuleszą w Warszawie. Ustalono wówczas, że trener przyleci do Polski w styczniu na spotkanie z trenerami klubowymi, a w lutym obejrzy kilka meczów ligowych.

Reklama

Nie sposób zapomnieć również o Łukaszu Fabiańskim. Doświadczony i równo grający bramkarz zdecydował się zakończyć karierę w reprezentacji, choć zapewne jeszcze by się jej przydał. Portugalczyk od początku otwarcie postawił na Wojciecha Szczęsnego, praktycznie nie dając Fabiańskiemu szansy rywalizacji o miejsce numer jeden w bramce.

Mnóstwo krytyki spadło na Sousę za kończący eliminacje MŚ 2022 listopadowy mecz z Węgrami w Warszawie. Kiepski był wynik (1:2), styl gry oraz pomysł na skład. Selekcjoner pozwolił odpocząć m.in. Robertowi Lewandowskiemu i oszczędzanemu w obawie przed kolejną żółtą kartką Glikowi, a Piotra Zielińskiego wpuścił dopiero po przerwie.

Biało-czerwoni już wcześniej zapewnili sobie drugie miejsce w grupie, lecz porażka z Węgrami i wyniki w innych grupach sprawiły, że nie byli rozstawieni w losowaniu baraży. W pierwszej rundzie, czyli półfinale, zagrają na wyjeździe. Los nieco zrekompensował im nietrafione decyzje przydzielając Rosję, choć mógł np. Portugalię lub Włochy. Mecz odbędzie się 24 marca w Moskwie. Zwycięzca tego spotkania zmierzy się w finale barażowym 29 marca u siebie z lepszym z pary Szwecja - Czechy.

Przykry styl pożegnania

Wyjątkowo przykry był styl pożegnania Sousy z reprezentacją, rzadko spotykany na takim poziomie w europejskim futbolu. Przecież jeszcze na grudniowym spotkaniu z Portugalczykiem w siedzibie PZPN omawiano sprawę baraży w walce o mundial, nawet kwestie logistyczne wyprawy do Moskwy. Rozstano się wówczas w bardzo dobrej, jak zapewniano, atmosferze.

Tymczasem już w czasie świąt Bożego Narodzenia Sousa poinformował Kuleszę o chęci rozwiązania za porozumieniem stron kontraktu z powodu oferty z innego klubu. Szef polskiej federacji wówczas odmówił, a zachowanie Portugalczyka nazwał skrajnie nieodpowiedzialnym, niezgodnym z wcześniejszymi deklaracjami trenera.

Stanowczość prezesa PZPN i brak czasu ze strony Sousy, na którego czekała oferta Flamengo Rio de Janeiro, sprawiły, że Portugalczyk - jak oznajmił Kulesza - w ramach porozumienia zapłaci PZPN odszkodowanie zgodne z oczekiwaniami federacji. Według mediów chodzi o około dwa miliony złotych, oprócz tego Sousa zrzekł się poborów, jakie miał wspólnie ze swoim sztabem otrzymywać do marca i ewentualnej premii za awans do MŚ.

Sousa nie zostawił po sobie spalonej ziemi

Następca Sousy, którym ma być polski szkoleniowiec, dostanie niewiele czasu i brak możliwości rozegrania sparingu przed barażami. Na szczęście jednak nie zastanie po swoim poprzedniku spalonej ziemi. Kiedy opadną emocje związane z odejściem Portugalczyka, może okazać się bowiem, że rok jego pracy z kadrą nie został całkowicie stracony.

Na pewno Sousa nauczył kadrę grać ofensywniej i walczyć z potentatami, przykładem mecze z Hiszpanią i Anglią. Ze Szwecją też niewiele brakowało do lepszego wyniku, stracony w doliczonym czasie gry gol na 2:3 był konsekwencją postawienia wszystkiego na jedną kartę. A to właśnie bezradność w starciach z silnymi rywalami była powodem krytyki poprzednika - Jerzego Brzęczka. Zwłaszcza po wyjazdowych meczach drugiej edycji Ligi Narodów z Holandią (0:1) i Włochami (0:2).

Trochę nas martwi, że z drużynami słabszymi lub równymi sobie potrafimy zdobywać punkty, natomiast w starciu z lepszymi nie wiemy, jak do tego podejść. Mamy z tym problem. Nad tym trzeba pracować, bo żeby coś osiągnąć w życiu, trzeba wygrywać z lepszymi od siebie - mówił Boniek już w listopadzie 2020 roku, jeszcze za kadencji Brzęczka, którego dwa miesiące później zwolnił.

Sousie nie można również odmówić odwagi w podejmowaniu decyzji. Przynosiło to różny skutek, ale to za jego kadencji w kadrze zadebiutowali Adam Buksa, Karol Świderski, Kacper Kozłowski, Kamil Piątkowski, Tymoteusz Puchacz czy urodzony w Anglii Matty Cash, o którego selekcjoner mocno zabiegał. Gole dwóch pierwszych sprawiły, że kibice nie musieli już załamywać rąk, słysząc o kontuzjach Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka. Ten drugi na dodatek ma kłopoty z regularną grą w klubie.

Sousa odpowiednio ułożył sobie kontakty z Lewandowskim, od początku uczynił go bardzo mocną postacią w reprezentacji. Z napastnikiem Bayernu Monachium spotkał się w Niemczech, zanim jeszcze po raz pierwszy przyleciał do Polski jako selekcjoner. Kapitan kadry odwdzięczył się licznymi golami i asystami (np. przy trafieniu Damiana Szymańskiego na 1:1 z Anglią w Warszawie). Krytykowany w przeszłości za gorszą skuteczność na wielkich imprezach Lewandowski pokazał pod wodzą Sousy wielką klasę na Euro, zdobywając trzy gole. Za nieobecność 33-letniego piłkarza w meczu z Węgrami obu panów obwiniono po równo...

Podsumowanie pracy nie jest oczywiste

Trudno mieć zastrzeżenia do Sousy za drugie miejsce w grupie eliminacji mistrzostw świata. Marzeniem kibiców było pierwsze, ale ciężko było zakładać, że biało-czerwoni zostawią za plecami wicemistrzów Europy - Anglików. Udało im się natomiast wyprzedzić m.in. Węgrów, co jeszcze w trakcie Euro, gdy reprezentacja Marco Rossiego zremisowała z Francją i Niemcami, nie wydawało się takie oczywiste.

Łącznie Sousa prowadził biało-czerwonych w 15 spotkaniach. Zanotował sześć zwycięstw, pięć remisów i cztery porażki.

51-letni szkoleniowiec, były trener m.in. FC Basel, Fiorentiny i Girondins Bordeaux, nie wygrał niczego z reprezentacją Polski, ale też nie wszystko przegrał. Awans na mundial wciąż jest realny, choć szokujące pod względem okoliczności oraz czasu odejście z reprezentacji pozostawiło ogromny niesmak i skomplikowało zadanie jego następcy.