Dziennik Gazeta Prawana logo

Mila: U Beenhakkera już nie zagram

28 listopada 2008, 03:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Nie wolno boksować mnie na każdym kroku. Nie można też przesadzić z komplementami. Złoty środek znalazł trener Tarasiewicz, który dużo ze mną rozmawia" - mówi DZIENNIKOWI pomocnik Śląska Wrocław, Sebastian Mila.


Sebastian Mila: Ja u Beenhakkera już nie zagram.


Nie. Po prostu pogodziłem się z myślą, że trener nie widzi mnie w składzie. To jego decyzja i szanuję ją. Pozostało mi tylko kibicowanie kolegom z drużyny. Antek Łukasiewicz stwierdził niedawno, że jest bardzo zdziwiony tym, że nie gram w reprezentacji. Ja się dziwię mniej. Jest tylu środkowych pomocników, że Leo ma w czym wybierać.

>>>Mila w Wiśle Kraków?


Tak sprawy na pewno nie postawię. Bycie reprezentantem Polski to zaszczyt. Ale będę szczerze zdziwiony, jeśli wystąpię w jakimś meczu. Za kadencji Beenhakkera zagrałem tylko raz, w spotkaniu z Danią. Bardzo średnio mi ten mecz wyszedł, delikatnie mówiąc. Trener powiedział mi, że mam duże możliwości i... tyle. Więcej powołania nie dostałem. Szkoda, bo teraz jestem innym zawodnikiem.


Gram w klubie. Wtedy brakowało mi meczowego rytmu. W Austrii Wiedeń u trenera Schinkelsa nie miałem łatwego życia. Nie dość, że byłem dla niego trzydziestym zawodnikiem, to jeszcze cokolwiek robiłem, było źle. Mnie nie wolno boksować na każdym kroku. Ale oczywiście nie można też przedobrzyć i zagłaskać. Taki złoty środek umie znaleźć na przykład Tarasiewicz. Dużo ze mną rozmawia, wytyka błędy, ale potrafi docenić, jeśli coś mi się udaje.


A wy ciągle z tą Wisłą! Mnie naprawdę jest we Wrocławiu bardzo dobrze, a z Krakowa nie dostałem żadnej oficjalnej oferty. Skorża coś tam gdzieś powiedział, ale to nie było nic zobowiązującego. Dlatego nawet nie umiem odpowiedzieć, czy byłbym zainteresowany. Jak dostanę propozycję, będę myślał. Na pewno z punktu widzenia Wisły przeciek o tym, że mnie chcą, pojawił się w najgorszym możliwym dla krakowian momencie – akurat przed meczem ze Śląskiem. Mnie to bardzo pomogło w rozegraniu niezłego spotkania, bo poczułem poczułem się doceniony. Tak jak mówię – czasem trzeba mnie trochę pogłaskać.

>>>Śląsk ogrął Wisłę. Sędzia popsuł mecz przyjaźni


Nie mam pojęcia. Wyznaję zasadę, że piłkarz jest wart tyle, ile ktoś chce za niego zapłacić.


Ma pan na myśli kasyna? Nie, gramy ciągle systemem środa – sobota, dlatego nie mam czasu na hazard. Z ręką na sercu mogę powiedzieć – ani razu nie byłem. Ale runda się powoli kończy, w grudniu nie jadę na reprezentację, będę miał więc trochę czasu, żeby odwiedzić wrocławskie kasyna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj