Sebastian Mila: Ja u Beenhakkera już nie zagram.
Nie. Po prostu pogodziłem się z myślą, że trener nie widzi mnie w składzie. To jego decyzja i szanuję ją. Pozostało mi tylko kibicowanie kolegom z drużyny. Antek Łukasiewicz stwierdził
niedawno, że jest bardzo zdziwiony tym, że nie gram w reprezentacji. Ja się dziwię mniej. Jest tylu środkowych pomocników, że Leo ma w czym wybierać.
Tak sprawy na pewno nie postawię. Bycie reprezentantem Polski to zaszczyt. Ale będę szczerze zdziwiony, jeśli wystąpię w jakimś meczu. Za kadencji Beenhakkera zagrałem tylko raz, w spotkaniu
z Danią. Bardzo średnio mi ten mecz wyszedł, delikatnie mówiąc. Trener powiedział mi, że mam duże możliwości i... tyle. Więcej powołania nie dostałem. Szkoda, bo teraz jestem innym
zawodnikiem.
Gram w klubie. Wtedy brakowało mi meczowego rytmu. W Austrii Wiedeń u trenera Schinkelsa nie miałem łatwego życia. Nie dość, że byłem dla niego trzydziestym zawodnikiem, to jeszcze cokolwiek
robiłem, było źle. Mnie nie wolno boksować na każdym kroku. Ale oczywiście nie można też przedobrzyć i zagłaskać. Taki złoty środek umie znaleźć na przykład Tarasiewicz. Dużo ze mną
rozmawia, wytyka błędy, ale potrafi docenić, jeśli coś mi się udaje.
A wy ciągle z tą Wisłą! Mnie naprawdę jest we Wrocławiu bardzo dobrze, a z Krakowa nie dostałem żadnej oficjalnej oferty. Skorża coś tam gdzieś powiedział, ale to nie było nic
zobowiązującego. Dlatego nawet nie umiem odpowiedzieć, czy byłbym zainteresowany. Jak dostanę propozycję, będę myślał. Na pewno z punktu widzenia Wisły przeciek o tym, że mnie chcą,
pojawił się w najgorszym możliwym dla krakowian momencie – akurat przed meczem ze Śląskiem. Mnie to bardzo pomogło w rozegraniu niezłego spotkania, bo poczułem poczułem się
doceniony. Tak jak mówię – czasem trzeba mnie trochę pogłaskać.
>>>Śląsk ogrął Wisłę. Sędzia popsuł mecz przyjaźni
Nie mam pojęcia. Wyznaję zasadę, że piłkarz jest wart tyle, ile ktoś chce za niego zapłacić.
Ma pan na myśli kasyna? Nie, gramy ciągle systemem środa – sobota, dlatego nie mam czasu na hazard. Z ręką na sercu mogę powiedzieć – ani razu nie byłem. Ale runda się
powoli kończy, w grudniu nie jadę na reprezentację, będę miał więc trochę czasu, żeby odwiedzić wrocławskie kasyna.