Ćwierćfnał piłkarskiego Pucharu Polski: KKS Kalisz - Śląsk Wrocław 3:0 (3:0). Awans: KKS.

Bramki: 1:0 Kasjan Lipkowski (20), 2:0 Michał Borecki (21), 3:0 Mateusz Gawlik (44).

Żółte kartki: KKS Kalisz - Mateusz Gawlik, Michał Borecki; Śląsk Wrocław - Konrad Poprawa, John Yeboah, Adrian Bukowski. Czerwona kartka za drugą żółtą – KKS Kalisz: Mateusz Gawlik (67).

KKS Kalisz:Maciej Krakowiak – Filip Kendzia, Mateusz Gawlik, Kasjan Lipowski - Nikodem Zawistowski, Adrian Łuszkiewicz, Mateusz Wysokiński (70. Bartosz Gęsior), Kamil Koczy – Nestor Gordillo (80. Daniel Kamiński), Piotr Giel (75. Bartłomiej Putno), Michał Borecki.

Reklama

Śląsk Wrocław:Michał Szromnik – Diogo Verdasca, Konrad Poprawa (68. Karol Borys), Daniel Gretarsson – Martin Konczkowski, Patrick Olsen (54. Adrian Bukowski), Matias Leiva (54. Michał Rzuchowski), Victor Garcia (46. Denis Jastrzembski) – John Yeboah, Erik Exposito, Piotr Samiec-Talar (54. Adrian Łyszczarz).

Sędziował: Marcin Kochanek (Opole). Widzów: ok. 7 tysięcy.

Po wyeliminowaniu m.in. Widzewa Łódź i Górnika Zabrze, kaliszanie wyrzucili za burtę Pucharu Polski kolejnego ekstraklasowicza – Śląsk Wrocław.

Reklama

Kaliszanie okrzepli w starciach z drużynami z ekstraklasy

Kaliszanie najwyraźniej okrzepli w starciach z drużynami z ekstraklasy, bowiem do spotkania przystąpili bez nadmiernej bojaźni. To piłkarze Śląska sprawiali wrażenie nieco zdenerwowanych, bowiem w pierwszych minutach przytrafiło im się kilka błędów, z których nie skorzystali gospodarze.

To jednak podopieczni Ivana Djurdjevicia mogli pierwsi otworzyć wynik, po rzucie rożnym Erik Exposito głową był bliski zdobycia gola, lecz Maciej Krakowiak z linii bramkowej wybił piłkę.

Gospodarze umiejętnie radzili sobie z pressingiem rywala, a duet Piotr Giel – Nestor Gordillo szczególnie na lewej stronie sprawiał wrocławianom sporo kłopotów. W 19. minucie kolejny szybki atak kaliszanom przyniósł prowadzenie. Kasjan Lipkowski zagrał "klepkę" z Michałem Boreckim i w sytuacji sam na sam nie dał szans Michałowi Szromnikowi.

Śląsk nie zdążył się otrząsnąć, a otrzymał drugi cios. Kaliszanie szybko przerwali akcje gości i wyprowadzili kolejny atak lewym skrzydłem. Giel zagrał wzdłuż pola karnego, Gordillo przepuścił piłkę, a Borecki z bliska dopełnił formalności.

Na stadionie zapanowała ogromna radość, ale też sympatycy drugoligowca dobrze pamiętali poprzednie pojedynku w Pucharze Polski. Zespół Bartosza Tarachulskiego prowadził z Widzewem 3:0, z Górnikiem 2:0, ale nie potrafił utrzymać przewagi i te spotkania kończyły się po rzutach karnych

Piłka otarła się o poprzeczkę, gdy do rzutu wolnego podszedł Exposito

Wrocławianie długo nie mogli się podnieść, nie potrafili się dłużej utrzymać przy piłce, a ich akcje kończyły się po zagraniach, które wywoływały śmiech na trybunach. Kaliskim kibicom mocniej serce zabiło, gdy do rzutu wolnego podszedł Exposito. Po strzale hiszpańskiego napastnika piłka otarła się o poprzeczkę.

Miejscowi nie rezygnowali z podwyższenia wyniku. Tuż przed Adrian Łuszkiewicz wymanewrował defensywę przeciwnika podał do Mateusza Gawlika, który technicznym uderzeniem po raz trzeci pokonał Szromnika.

Tuż po zmianie stron KKS mógł prowadzić już 4:0, o mały włos a swojego bramkarza pokonałby Daniel Gretarsson. Piłkarze ze stolicy Dolnego Śląska nadal zawodzili, a gdy już dochodzili do niezłych sytuacji, nie potrafili ich wykorzystać. John Yeboah i Adrian Łyszczarz przegrali pojedynki sam na sam z Krakowiakiem.

Gospodarze grali swobodnie i momentami ośmieszali bardziej doświadczonych rywali. Do Kalisza nie przyjechali kibice Śląska, którzy maja zakaz wyjazdowy w związku ze swoim zachowaniem podczas wcześniejszego meczu z Sandecją Nowy Sącz. I chyba dobrze się stało, że nie musieli na żywo oglądać popisów swoich piłkarzy, bo z pewnością by ich nie oszczędzili.

W 67. minucie wrocławianie zobaczyli światełko w tunelu, bowiem Gawlik otrzymał drugą żółtą kartkę i drugoligowiec kończył mecz w dziesiątkę. Ale nawet mając przewagę jednego zawodnika, Śląsk nie potrafił wykreować zbyt wiele sytuacji. Kaliszanie bardzo uważnie grali w obronie i w pełni zasłużenie "wjechali" do półfinału.

autor: Marcin Pawlicki