Manchester United nie wykorzystał osłabienia rywali
W 4. kolejce Premier League doszło do wielkiego hitu. W derbach Manchesteru United podejmowali City. Po ostatnim gwizdku sędziego powody do radości mieli goście, którzy wygrali 1:0. Gospodarze przegrali, choć od 23. minuty grali z przewagą liczebną po tym, jak czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie otrzymał Phil Foden.
Podopieczni Michaela Carricka nie wykorzystali jednak gry w przewadze. To grającym w dziesiątkę piłkarzom Manchesteru City udało się strzelić gola. W 60. minucie uczyniło to Erling Haaland.
VAR zmienił decyzję sędziego
Jak się jednak okazało bramka napastnika reprezentacji Norwegii nie powinna być uznana. Początkowo sędzia Michael Oliver nie zaliczył gola z powodu spalonego.
VAR jednak ocenił, że Haaland nie naruszył przepisów i wobec tego arbiter zmienił swoją decyzję, a to oznaczało 1:0 dla Manchesteru City, ale kluczowe dla całej sytuacji było zachowanie Enzo Fernandeza. To Argentyńczyk był na spalonym. Choć on piłki nie dotknął, to swoją pozycją na boisku absorbował uwagę ostatniego obrońcy Manchesteru United. W ten sposób ewidentnie wpłynął na przebieg akcji.
Po meczu i dokładnej analizie Pro Ref (angielska organizacja odpowiedzialna za sędziowanie), przyznała, że VAR nie uwzględnił wpływu pozycji Fernándeza na przebieg akcji. Werdykt był jednoznaczny. Doszło do błędu i wypaczenia wyniku, a wszystkiemu winien VAR.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
