Wyglądało to na zręcznie przemyślany sabotaż. 10 milionów złotych wyparowało latem z konta bankowego Legii. A w zamian bramkarz (Antolović) ruszający się pokracznie, napastnik (Mezenga) nieruszający się w ogóle i obrońca (Kneżević), którego każda interwencja wymagała wezwania straży pożarnej, by gasić ogień.
Do tego rozgrywający (Cabral), który miał skończyć erę Macieja Iwańskiego, a o którym lada moment nad Wisłą słuch zaginie. Skrzydłowy z efektowną fryzurą (Manu) tracący piłkę z równie irytującą regularnością, co piłkarze urodzeni w Polsce. No i porażki coraz bardziej przygnębiające, bo stawiające Legią w jednym szeregu z Cracovią i Śląskiem.
Dzisiaj, przynajmniej chwilowo, może triumfować, bo wychodzi na skutecznego stratega z wizją. Legia po zwycięstwie nad Jagiellonią (2:0) m a 4 pkt straty do lidera z Białegostoku, wygrała czwarty mecz z rzędu i znów może myśleć o mistrzostwie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło sports.pl
Powiązane