Bramki: 1:0 Przemysław Kaźmierczak (56-głową), 2:0 Piotr Ćwielong (67), 2:1 Luka Vućko (83).

Reklama

Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Ljubisa Vukelja.

Sędzia: Paweł Pskit (Łódź). Widzów 8 000.

Śląsk Wrocław: Marian Kelemen - Tadeusz Socha, Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Mariusz Pawelec - Waldemar Sobota (69. Łukasz Madej), Antoni Łukasiewicz, Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Piotr Ćwielong (88. Cristian Omar Diaz) - Łukasz Gikiewicz (79. Ljubisa Vukelja).

Lechia Gdańsk: Sebastian Małkowski - Deleu , Krzysztof Bąk, Luka Vućko, Lewon Hajrapetjan - Łukasz Surma, Paweł Nowak (70. Kamil Poźniak), Abdou Traore (77. Aleksandr Sazankow), Tomasz Dawidowski (64. Marcin Pietrowski) - Bedi Buval, Ivans Lukjanovs.

Sobotnie spotkanie było dla wrocławian dobrą okazją do podtrzymania znakomitej serii 11 ligowych meczów bez porażki. Trener Orest Lenczyk nie mógł jednak skorzystać m.in. z kontuzjowanych Amira Spahica, Dariusza Sztylki, Krzysztofa Wołczka i Remigiusza Jezierskiego. Lechia przyjechała do Wrocławia niemal w najsilniejszym składzie, a dodatkowo podbudowana niedawnym awansem do półfinału Pucharu Polski.



Początek spotkania był wyrównany. Goście już w 9. minucie mogli objąć prowadzenie, ale Tomasz Dawidowski, który po podaniu Bediego Buvala znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, uderzył zbyt lekko. W odpowiedzi Śląsk przeprowadził składną akcję, zakończoną minimalnie niecelnym strzałem Sebastiana Mili.

Od tego momentu na boisku niewiele się działo, a gra toczyła się głównie w środku pola. Jedynej dobrej okazji do zdobycia bramki nie wykorzystał Piotr Ćwielong na dwie minuty przed przerwą. Po jego strzale z 15 metrów Sebastian Małkowski z problemami, ale jednak zdołał złapać piłkę.

Reklama

Po zmianie stron wrocławianie zaatakowali z większym animuszem i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 56. minucie Tadeusz Socha mocno wyrzucił piłkę z autu, a w polu karnym gości najwyżej wyskoczył Przemysław Kaźmierczak i strzałem głową zdobył swoją ósmą bramkę w tym sezonie.

Śląsk poszedł za ciosem i 11 minut później było już 2:0. Mila podał do wbiegającego w pole karne Ćwielonga, który mając przed sobą tylko Małkowskiego bez większych kłopotów podwyższył prowadzenie. Usatysfakcjonowani tym wrocławianie oddali inicjatywę gościom, którzy ruszyli do odrabiania strat.

W 83. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła pod nogi Luki Vucko, który lekkim uderzeniem z kilku metrów zdobył bramkę kontaktową. W nerwowej końcówce więcej zimnej krwi zachowali jednak gospodarze i to oni ostatecznie cieszyli się ze zwycięstwa.