Kwota zadłużenia Widzewa wynosi 6 milionów złotych. Zawodnicy od niemal czterech miesięcy nie otrzymali wynagrodzenia. Kilku nosi się z zamiarem złożenia do PZPN wniosku o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Widzew nie płaci, ale wymaga. Ukaranym można być za wszystko, zależy to od aktualnego samopoczucia szefów - pisze "Fakt".

Reklama

O ile wysokie kary finansowe dla Ugochukwu Ukaha za jazdę pod wpływem alkoholu - około 100 tys. zł, czy 15 tys. dla Bruno Pinheiro za brutalny faul w derbach Łodzi są adekwatne do winy, to są wręcz absurdalne. Po kieszeni dostaje się nie tylko za nieodpowiedni ubiór sportowy na treningu, ale także prywatny. Eksponowanie logo innej firmy niż Vigo, z którą Widzew ma podpisaną umowę, jest niedopuszczalne. W czapce czy dresie innego producenta można się poruszać, ale lepiej, żeby zaklejona była nazwa.

Niedawno niektórzy piłkarze z szerokiej kadry usłyszeli, że jeśli w dniu meczu zaparkują na parkingu pod stadionem, dostaną karę finansową. Buntowali się, bo wyznaczone miejsce przez klub było odległe od obiektu i w dodatku niestrzeżone. W końcu ulegli.

Zbyt wielkie eksponowanie radości w szatni również nie jest mile widziane, bo to oznaka niezbyt poważnego podejścia do futbolu. Za to się nie płaci, ale może skutkować odsunięciem od kadry meczowej.

Potrącanie za wymienioną koszulkę z rywalem po meczu czy narzekanie na sytuację w klubie - to już norma. Nad piłkarzami wisi jeszcze kara 10 tys. złotych za strajk w poprzednim sezonie. Jeśli ponownie w ten sposób będą domagali się wyrównania zaległości, ta kwota zostanie im potrącona.

Tylko kto ukarze działaczy za niewywiązywanie się z podpisanych umów? Niewykluczone, że wkrótce PZPN - rozwiązując kontrakty piłkarzy z winy klubu.

>>>Czytaj także: Oto cichy bohater derbów Krakowa