W trakcie meczu z łódzkim Widzewem (0:1) w stronę trenera Jose Marii Bakero i piłkarzy posypał się stek wyzwisk. Mało tego, cześć kibiców białymi chusteczkami chciało wymusić na trenerze podanie się do dymisji. Kiedy nic takiego nie nastąpiło, grupa „nieproszonych gości” stawiła się na zamkniętym treningu i wulgarnymi okrzykami starała się wywrzeć presję na zespół. "Niestety, taka nerwowa atmosfera przenosi się także do szatni" - mówi jeden z piłkarzy.

Reklama

We wtorek przyjechał do Poznania nawet Jacek Rutkowski. Wielu dużo sobie obiecywało w wizycie właściciela klubu. „Rutek” przecież jako jedyny w klubie ma prawo zwolnienia szkoleniowca, ale na razie na taką decyzję się nie zanosi. Jak się okazało, nie było nawet żadnej rozmowy ostrzegawczej z Bakero. Trener Jose Maria Bakero ma za zadanie przełamać kryzys i w sobotę wygrać z ŁKS.

"Mam problem w linii obrony. Kontuzjowany jest Hubert Wołąkiewicz i nie wiem, kto ewentualnie zagra w jego miejsce. Z kolei Manuel Arboleda także coś jeszcze narzeka na zdrowie i dlatego zrobił się problem" - mówi szkoleniowiec Lecha.

Zdaniem wielu problemem jest psychika zespołu. O dobrym wyniku może decydować pierwsze pół godziny gry. "Przede wszystkim mamy problem ze zdobywaniem goli. Nad tym się teraz koncentruję. Ale w sobotę raczej zagramy tylko jednym napastnikiem, czyli Artjomem Rudnewem. Jeśli on nie strzeli, to kto ma to zrobić" - kończy Bakero.

Póki co, do ewentualnych zmian w Lechu można spodziewać się dopiero po ostatnim meczu w tym roku przeciw Zagłębiu Lubin. Zresztą klub nawet napisał w tej sprawie specjalne oświadczenie.

>>>Czytaj także: Legia chce Gruzina