Alvarez wygrał konkurs na najgłupszą czerwoną kartkę. Grad goli w Ekstraklasie. DZIENNIK SPORTOWY
7. kolejka rozgrywek 2024/25 spłynęła golami. Najwięcej zobaczyli ich kibice na stadionie w Szczecinie. Miejscowa Pogoń pokonała Śląsk Wrocław 5:3.
Obrona Śląska dziurawa jak ser szwajcarski
Aż pięć bramek dla miejscowych było efektem dobrej skuteczności podopiecznych Roberta Kolendowicza i fatalnej gry w defensywie piłkarzy Jacka Magiery.
Obrona wrocławian od początku sezonu przypomina ser szwajcarski. Jest dziurawa, a jak na razie opiekunowi Śląska nie udało się jej załatać. W efekcie wicemistrz Polski z ubiegłego sezonu nie wygrał w obecnych rozgrywkach ani jednego meczu i aktualnie zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli.
Magiera po porażce w Szczecinie zapowiedział, że musi ze swoimi zawodnikami wrócić do podstaw. Szkoleniowiec na przypomnienie swoim graczom jak się gra w defensywie ma prawie dwa tygodnie, bo tyle potrwa przerwa na mecze reprezentacji.
Motor dobrze zaczął, gorzej skończył
Na brak goli i emocji w niedzielę nie mogli też narzekać fani warszawskiej Legii. "Wojskowi" przy Łazienkowskiej gościli Motor Lublin. Mecz zaczął się dość niespodziewanie, bo to beniaminek objął prowadzenie i był bliski podwyższenia na 2:0.
Przed stratą drugiej bramki Kacpra Tobiasza uratował słupek. Gospodarzom pomógł też Paweł Stolarski. Obrońca Motoru, który w przeszłości grał w barwach stołecznej drużyny sprokurował dwa rzuty karne.
Legioniści wykorzystali co prawda tylko jednego z nich, ale potem dołożyli jeszcze cztery gole z gry i piłkarze z Lublina wracali do domu z pięcioma straconymi golami.
Lechia odbiła się od dna
Dokładnie pięć bramek padło w pojedynku Górnika Zabrze z Lechią Gdańsk. Ekipa z Trójmiasta wygrała 3:2. Dla tegorocznego beniaminka było to pierwsze ligowe zwycięstwo. Dzięki temu "zielono-biali" opuścili ostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy.
Teraz na dnie jest Stal Mielec, która w piątek przegrała u siebie z zasiadającym na fotelu lidera Lechem Poznań. Po przegranej w Mielcu doszło do zmiany na stanowisku pierwszego trenera zespołu. Kamila Kieresia w tej roli zastąpił Janusz Niedźwiedź.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.