Ishak zmarnował stuprocentową okazję
"Kolejorz" w tym sezonie bezskutecznie próbował dostać się do Ligi Mistrzów. Na pocieszenie pozostała mu gra w Lidze Europy. Jednak pierwsza konfrontacja w fazie ligowej tych rozgrywek okazała się dla podopiecznych Nielsa Frederiksena bardzo bolesna.
Początek meczu na Selhurst Park w Londynie wyglądał obiecująco dla ekipy gości. Już w 2. minucie Lech mógł, a nawet powinien objąć prowadzenie. Stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Mikael Ishak. Najlepszy strzelec mistrzów Polski zaliczył koszmarne pudło.
Yegbe sprezentował rywalom gola
Osiem minut później było już 1:0 dla Crystal Palace. Yegbe na wysokości linii pola karnego wznawiał grę wrzutem z autu. Zrobił to w najgorszy możliwy sposób. Obrońca rzucił piłkę pod nogi rywala. Yeremy Pino wbiegł z nią w pole karne i pokonał Mateusza Lisa.
Miejscowi kibice na drugiego gola dla swojej drużyny nie musieli długo czekać. W 27. minucie na 2:0 podwyższył Chris Richards, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową umieścił piłkę w siatce Lecha.
Lech już do przerwy leżał na deskach
Na tym nie koniec. W 34. minucie było już 3:0. Jorgen Strand Larsen wykorzystał rzut karny. Norweg z jedenastu metrów nie dał żadnych szans golkiperowi "Kolejorza" na skuteczną interwencję. Atomowym uderzeniem posłał piłkę pod poprzeczkę.
Lech miał sporo szczęścia, że na przerwę nie schodził z bagażem czterech straconych goli. W 37. minucie do własnej bramki trafił Yegbe. Piłkarz z Ghany jednak odetchnął z ulgą, bo sędzia odgwizdał spalonego. Gdyby arbiter tego nie zrobił, to lechita zaliczyłby spektakularnego samobója.
Lech kończył mecz w dziesiątkę
Co się odwlecze, to nie uciecze. Piłkarze Crystal Palace czwartego gola strzelili tuż przed końcem regulaminowego czasu gry. W 89. minucie wynik spotkania na 4:0 ustalił Eddie Nketiah.
Lech kończył mecz w dziesiątkę. Z boiska został usunięty Radosław Murawski. Pomocnik drużyny z Poznania w 77. minucie obejrzał pierwszą żółtą kartkę, a drugą i w konsekwencji czerwoną w 87. minucie.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
