Do przerwy nic nie wskazywało na kłopoty lidera. Już w 10. minucie czwartego gola w sezonie uzyskał Senegalczyk Sadio Mane, a tuż przed końcem pierwszej połowy na 2:0 podwyższył Brazylijczyk Roberto Firmino.

Reklama

Nerwowo na ławce rezerwowych i wśród kibiców "The Reds" zrobiło się od 63. minuty, kiedy fatalny błąd popełnił Alisson. Najdroższy bramkarz świata, niepokonany w Premier League przez 332 minuty, przy linii końcowej wdał się w pojedynek z Kelechim Iheanacho, Nigeryjczyk odebrał mu piłkę, zagrał na środek pola karnego i Algierczyk Rachid Ghezzal kopnął do siatki.

Od jednego podejrzanego bramkarza do drugiego. Liverpool, dobra robota! - skomentował prześmiewczo jeden z internautów, nawiązując do wpadek Lorisa Kariusa (został wypożyczony do Besiktasu Stambuł) w finale ostatniej edycji Champions League.

Poprzedniego gola w rozgrywkach klubowych Brazylijczyk, za którego Liverpool latem zapłacił 62,5 mln euro, puścił jeszcze w barwach Romy w półfinale Ligi Mistrzów, kiedy rywalem włoskiego zespołu był... obecny pracodawca.

Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie. Liverpool odniósł czwarte zwycięstwo w sezonie i z dorobkiem 12 punktów otwiera tabelę. Do zespołu trenera Juergena Kloppa mogą w tej kolejce dołączyć Chelsea, która o godz. 16 podejmie Bournemouth AFC Artura Boruca, oraz Watford bądź Tottenham Hotspur, które zmierzą się ze sobą w niedzielę, a dotychczas miały komplet punktów.