Hiszpanie szybko rozstrzygnęli losy meczu
Hiszpanie przeciwko Arabii nie mogli pozwolić sobie na kolejne potknięcie i przystąpili do meczu bardziej zdeterminowani. Losy spotkania rozstrzygnęli bardzo szybko, bowiem już po 24 minutach prowadzili 3:0.
Mistrzowie Europy rozpoczęli mecz w składzie z Lamine Yamalem, który potrzebował zaledwie 10 minut, żeby wpisać się na listę strzelców. Piłkarz Barcelony dopełnił formalności po niezwykle dokładnym zagraniu wzdłuż bramki przez Mikaela Oyarzabala.
Hiszpanie na boisku dominowali niepodzielnie, a gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie Saudyjczyków. W 21. minucie Oyarzabal wykorzystał spore zamieszanie w polu rywala i z bliska trafił do siatki. Napastnik Realu Sociedad w kolejnej akcji po podaniu Daniego Olmo z bliskiej odległości nie dał szans bramkarzowi Mohammedowi Al-Owaisowi.
Od kolejnych goli piłkarzy Arabii Saudyjskiej uratowała… przerwa na picie. Podopieczni Luisa de la Fuente zwolnili tempo rozgrywania akcji, ale praktycznie nie oddawali piłki przeciwnikowi. Dwie szanse na zaliczenie klasycznego hat-tricka miał Oyarzabal, lecz w obu przypadkach jego uderzenia minęły światło bramki.
VAR zabrał Hiszpanom piątego gola
Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się, tyle, że zabrakło goli. Hiszpanie bardzo szybko podwyższyli wynik – z dystansu strzelił Marc Cucurella, a piłka finalnie odbiła się od nogi Hasasana Al-Tambaktiego i to jemu zaliczono trafienie.
Wydawało się, że wprowadzeni w przerwie rezerwowi napastnicy Yeremy Pino i Ferran Torres będą zdeterminowani do tego, by zaistnieć w mundialowych statystykach. Tymczasem Hiszpanie nie forsowali tempa, z kolei Saudyjczycy nie mieli żadnych atutów, by zaistnieć w ofensywie. W 82. minucie Abdullah Al-Hamdan spróbował swoich sił z dystansu, ale lekkie uderzenie nie mogło sprawić kłopotów Unai Simonowi. To był jedyny celny strzał reprezentacji Arabii Saudyjskiej w tym spotkaniu. W doliczonym czasie gry Torres pokonał arabskiego bramkarza, ale po trzyminutowej weryfikacji okazało się, że Hiszpan był na pozycji spalonej.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.