W sobotnim finale doszło do powtórki finału igrzysk olimpijskich w Paryżu. Polacy mieli okazję do rewanżu, bo w stolicy Francji przegrali z gospodarzami 0:3.
Biało-czerwoni po raz drugi w historii spotkali się z "Trójkolorowymi" w finale mistrzostw Europy. W 2009 roku w Izmirze Polacy wygrali 3:1. W sobotni wieczór znów okazali się lepsi od "Trójkolorowych". Tym samym trzeci raz w historii i drugi raz rzędu zostali mistrzami Starego Kontynentu.
Bołądź zakończył pierwszego seta
Po trzech z rzędu asach serwisowych Wilfredo Leona Polacy objęli prowadzenie 4:2. Francuzi dogonili nas, ale przy stanie 10:10 dwa punktowe bloki znów dwa punkty przewagi.
Francuzi jednak znów odrobili stratę (16:16), a po chwili byli już byli na prowadzeniu 17:16. Końcówka seta byłą bardzo wyrówna i zacięta. Jego losy rozstrzygnęły się po grze na przewagi. Więcej zimnej krwi w niej zachowali biało-czerwoni, którzy zwyciężyli 31:29, a decydujący punkt zdobył Bartłomiej Bołądź.
Koncert Polaków w drugiej partii
Druga partia zaczęła się po myśli naszych siatkarzy. Dwie wygrane akcje i było 2:0. Polacy po chwili powiększyli przewagę do sześciu punktów (9:3). Bardzo dobra zagrywka naszych siatkarzy sprawiła, że obie drużyny dzieliła przepaść (17:7).
Tego nie wolno było roztrwonić. Podopieczni Nikoli Grbicia nie stracili koncentracji do samego końca. Seta wygrali 25:19.
Mocna odpowiedź Francuzów
Trzecia partia nie zaczęła się po myśli reprezentantów Polski. Francuzi prowadzili 2:0 i nasi siatkarze musieli gonić. To jednak nie było takie proste. Rywale przejęli inicjatywę i powiększyli przewagę (13:6).
Polacy nie poddali się. Walczyli, zmniejszyli stratę (10:13), ale rywale nie wypuścili wygranej z rąk i set zakończył na ich korzyść w stosunku 25:20.
Fornal zakończył mecz
Polacy szybko pozbierali się po gładko przegranym secie. Bardzo dobrze rozpoczęli czwartą partię (4:1). Biało-czerwoni nie zdejmowali nogi z gazu. 15:9 to była solidna zaliczka, by spokojnie kontrolować wydarzenia na parkiecie.
Niesieni dopingiem kibiców reprezentanci Polski grali jak natchnieni. Czwartą partię wygrali 25:16. Punkt na wagę mistrzostwa zdobył Tomasz Fornal.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
