Grupa, do której trafili biało-czerwoni, teoretycznie jest najsilniejsza. Amerykanie to mistrzowie, a "Canarinhos" to wicemistrzowie olimpijscy z Pekinu.

Reklama

Polacy jako organizatorzy turnieju mają zapewniony start w finałowej rozgrywce, ale do spotkań grupowych nie zamierzają podchodzić ulgowo.

"Chcemy przede wszystkim wygrywać u siebie. Przyznaję, że zbliżające się mecze to dla mnie wielka niewiadoma. Mieliśmy mało czasu na przygotowanie, nie znam jeszcze chłopaków na tyle dobrze, by optymalnie ich ustawić na parkiecie. To będzie wielki poligon doświadczalny, ale traktowany bardzo poważnie" - podkreślił trener Anastasi.

Jako najtrudniejszych przeciwników włoski szkoleniowiec bez trudu wskazał Brazylijczyków.

"Nie wiem, czy w ogóle istnieje obecnie jakaś drużyna, która może ich pokonać. Miałem niedawno okazję obserwować ich zgrupowanie. Liczba siatkarzy z tego kraju grających na bardzo wysokim jest niesamowita. Wybór tylko 20 dla trenera Rezende jest sporym kłopotem" - zauważył.

Anastasi cieszy się, że pierwszy mecz Polacy rozegrają u siebie z USA.

"Klasa rywala i własna publiczność powinna moich siatkarzy dodatkowo zmotywować. Siłą Amerykanów jest stabilność składu i tym samym doskonałe zgranie" - dodał.

Po meczach w Łodzi siatkarzy czeka podróż za ocean. W trzech następnych weekendach zmierzą się kolejno: z Brazylią, Portoryko i Stanami Zjednoczonymi. Później w Płocku ponownie zagrają z "Canarinhos", a w Katowicach z Portoryko.

Reklama