Jechałyście na mistrzostwa Europy z ostrożnym optymizmem, ale po dwóch pewnie wygranych meczach szansa gry w najlepszej czwórce turnieju jest bardzo realna.
- Ja od początku odważnie mówiłam o tych celach. Wierzyłam, że wyjdziemy z pierwszego miejsca w grupie i niewiele już nam do tego brakuje. Teoretycznie w ćwierćfinale powinnyśmy trafić na Niemki, choć jutro one grają z Serbkami i nie wiemy jak się to ułoży. Obojętnie jednak na kogo trafimy, czekają nas teraz ciężkie mecze. Cel jest na wyciągnięcie ręki, mam nadzieję, że damy radę wygrać ten ćwierćfinał, a potem pójdziemy już za ciosem. Tyle zawirowań było, jeśli chodzi o kadrę w tym sezonie, zawodniczki odmawiały gry, plaga kontuzji i zmiana trenera. My włożyłyśmy dużo serca w przygotowania, także w turniej Grand Prix, który nam po prostu nie wyszedł, a bardzo to przeżyłyśmy. Liczę na ten medal, bo byłoby to ukoronowaniem naszej ciężkiej pracy.

Reklama

W reprezentacji brakuje wielu zawodniczek, które decydowały o obliczu zespołu. Co jest waszą siłą?
- Stworzyłyśmy bardzo fajną drużynę. Dziewczyny tak zostały dobrane charakterami, że naprawdę świetnie nam się współpracuje. Nie ma żadnych spięć czy nieporozumień między dziewczynami, a to się zdarza, gdy kobiety za długo przebywają ze sobą. Tutaj w ogóle nie ma takich sytuacji, ani na boisku, ani poza nim.

Z Czeszkami pokazałyście dużo siatkówki na dobrym poziomie. Co jeszcze można poprawić w waszej grze?
- Popełniamy za dużo błędów, ale to wynika z tego, że jesteśmy nową drużyną. Nie ma praktycznie całego trzonu z kadry z poprzednich lat. W trzecim secie w spotkaniu z Czeszkami było ich 12. Trochę za dużo i to trzeba wyeliminować. Są momenty fajnej, szybkiej gry, wszystko jest robione dokładnie, obrona super działa, każdy element wykonywany jest na najlepszym poziomie. Przychodzi jednak czasami rozluźnienie, dekoncentracja i seriami tracimy punkty. Na to nie możemy sobie pozwolić. Myślę, że z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Ta najwyższa forma ma właśnie przyjść na końcowe mecze. Teraz przyjdzie nam grać z coraz mocniejszymi drużynami, a ja lubię, gdy po drugiej stronie siatki są lepsi przeciwnicy. Dochodzi taka dodatkowa adrenalina, chęć pokazania, że jest się lepszym.

Gra pani już od kilku lat w kadrze, ale to Mariola Zenik zawsze była pierwszą libero. Nie bała się pani odpowiedzialności?
- Ja lubię mieć odpowiedzialność na sobie. Jakbym tylko mogła, to chętnie pomogłabym koleżankom we wszystkim, co się da. Cieszę się, że w końcu dostałam szansę i trener mi zaufał. Wiadomo, że Mariola zrobiła sobie przerwę od reprezentacji i być może za rok będzie chciała do niej wrócić. Ja mam tylko nadzieję, że będzie między nami zdrowa, otwarta rywalizacja i nie będę na straconej pozycji. Myślę, że pokazałam, jak sobie radzę na tej pozycji. Poczekajmy jednak z tym do przyszłego roku.

W Zrenjaninie nie czuć atmosfery mistrzostw Europy, a wasze mecze ogląda garstka widzów. Jak wy odbieracie ten turniej?
- Powiedziałam do Kaśki Koniecznej, że nie czuję, że gramy na mistrzostwach Europy. Może to wynika z tego, że w ostatnim czasie miałyśmy tylko obozy i turnieje. A to małe miasto i cała otoczka sprawia, jakbyśmy były na jakimś turnieju towarzyskim. Hala jest niewielka, nie ma kibiców, wszystko jest takie spokojne. Ludzie się specjalnie nami nie interesują. Mam wrażenie, że jak widzą nas wszystkich w jednakowych strojach chodzących po mieście, to zastanawiają się, co my tu robimy. Jak sobie przypomnę, jak było w Łodzi na mistrzostwach Europy czy na mistrzostwach świata w Japonii, to zupełnie nie ma tutaj atmosfery mistrzostw. Myślę, że jak pojedziemy do Belgradu na dalszą część turnieju i będą mecze o wyższą stawkę, to będzie zupełnie inaczej. Miło nam, że jest trochę naszych kibiców i nas wspierają.