Ukraińcy na ponowny udział w czempionacie Starego Kontynentu czekali 14 lat. Wówczas odpadli w fazie grupowej, ale liczba uczestników wynosiła wówczas 16, a od obecnej edycji zwiększyła się do 24. Najlepszym wynikiem tej drużyny w ME jest szóste miejsce wywalczone w debiutanckim występie w 1993 roku.

W środę liderem w ekipie zwycięzców ponownie był Oleg Płotnicki, który tym razem zdobył 15 punktów, z czego pięć za sprawą asów serwisowych. O jedno "oczko" mniej zanotował Dmytro Wiecki.

Trener Estończyków Rumun Gheorghe Cretu, który ma za sobą prowadzenie trzech klubów PlusLigi, nie wystawił tym razem największej gwiazdy swojej drużyny - Roberta Tahta. Przyjmujący w latach 2015-18 bronił barw zespołu Cuprum Lubin, a od jesieni będzie grał razem z Wilfredo Leonem w Sir Safety Perugii pod okiem szkoleniowca biało-czerwonych Vitala Heynena. W środę nie zagrał także środkowy Ardo Kreek, który w przeszłości był zawodnikiem kilku polskich klubów.

Ukraińcy mają na koncie trzy zwycięstwa oraz porażkę i z dziewięcioma punktami na koncie zajmują trzecie miejsce w tabeli. W czwartek na koniec pierwszego etapu rywalizacji zmierzą się z biało-czerwonymi. Estończycy w środę zakończyli udział w turnieju. Zamykają stawkę z pięcioma porażkami i dwoma ugranymi setami.

Razem z Holendrami współgospodarzami imprezy są Belgowie, Słoweńcy i Francuzi.