Podopieczni trenera Vitala Heynena na inaugurację pokonali we wtorek Tunezyjczyków 3:0, a dzień później Japończyków 3:1. PŚ zaczął się zaraz po mistrzostwach Europy, udział w których biało-czerwoni zakończyli w sobotę zdobyciem brązowego medalu. W pierwszych spotkaniach PŚ w składzie mistrzów świata grali więc niemal wyłącznie zawodnicy, którzy nie uczestniczyli w czempionacie Starego Kontynentu. Jedynie w drugiej części meczu z gospodarzami na boisku pojawiali się Artur Szalpuk i Jakub Kochanowski, którzy sporadycznie grali w ME.

W piątek Heynen postawił od początku na niemal ten sam zestaw co w najważniejszych spotkaniach wrześniowej imprezy. Zabrakło Michała Kubiaka, który wkrótce ma dołączyć do kadry oraz Piotra Nowakowskiego, który zrezygnował z udziału w PŚ. W ich miejsce w wyjściowej "szóstce" pojawili się Aleksander Śliwka i Karol Kłos. W ekipie Amerykanów nieobecny był zaś kontuzjowany Taylor Sander.

Przez ponad połowę pierwszego seta trwała wyrównana walka. Na najwyżej dwa punkty odskakiwali czasem Polacy, ale rywale za każdym razem niwelowali straty. Od stanu 15:15 uwidoczniła się przewaga drużyny Johna Sperawa, która była skuteczniejsza na zagrywce i w ataku. W obu elementach błyszczał wówczas zwłaszcza Aaron Russell. Po drugiej stronie siatki nie zawodził Wilfredo Leon. W trakcie tej partii Macieja Muzaja w roli atakującego zastąpił Bartosz Kurek.

Tym samym po raz pierwszy w jednym czasie w zespole Heynena na boisku byli Kubańczyk z polskim paszportem, który od 24 lipca może grać w biało-czerwonych barwach oraz najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) ubiegłorocznych MŚ. Ten ostatni zaliczył w piątek dopiero drugi mecz w reprezentacji w tym sezonie - z udziału we wcześniejszych wyeliminowała go operacja kręgosłupa i późniejsza rehabilitacja. Obecność dwóch graczy światowego formatu nie odmieniła jednak losów tej partii.

Druga początkowo też układała się po myśli biało-czerwonych (7:2, 10:6). Ich przewaga to głównie efekt serwisów oraz bloku. Topniała ona jednak wraz z kolejnymi błędami w ataku oraz dzięki zagrywkom Amerykanów. Kurek znów zastąpił Muzaja, Heynen robił też kolejne zmiany, ale i tak ekipa z USA doprowadziła do remisu 14:14. Nie zawodził tylko Leon, a to okazało się za mało na skutecznych w kontratakach przeciwników.

Polacy wciąż nie mogli się odnaleźć i mimo, że przez większość trzeciego seta - mimo że od jego pierwszej akcji grali Kurek i Leon - to oni gonili wynik. Rywalizacja zaczęła być bardziej wyrównana za sprawą zagrywek Bartosza Kwolka. Przyjmujący ONICO Warszawa dobrze radził sobie też później w ataku, a w tym elemencie zaczęło gorzej iść zespołowi z USA. Biało-czerwoni objęli prowadzenie dopiero przy stanie 23:22 po kontrze Leona. Partię zakończył zaś as Mateusza Bieńka.

Polacy byli na fali i czwartą odsłonę zaczęli od prowadzenia 3:0, ale potem przez dłuższy czas trwała walka "punkt za punkt". Po dwóch udanych akcjach Kłosa (atak i blok) mistrzowie globu prowadzili 16:14, ale na tym skończyła się ich dobra passa - trzy kolejne skończyły się sukcesem skutecznych w obronie rywali. W jednej z ostatnich akcji Amerykanie stracili Thomasa Jaeschke, który przy obronie uderzył mocno ramieniem w słupek. Nie stracili jednak przez to koncentracji, a mecz zakończył niezawodny w końcówce spotkania Matthew Anderson.

W sobotę biało-czerwonych czeka - o godz. 5.30. czasu polskiego - pojedynek z Argentyńczykami.

W ciągu 15 dni drużyny rozegrają w PŚ po 11 spotkań systemem "każdy z każdym". W tym roku turniej nie daje możliwości wywalczenia awansu na igrzyska. Polacy są już pewni występu w Tokio.

USA - Polska 3:1 (25:19, 25:20, 24:26, 27:25)
USA: Aaron Russell, Matthew Anderson, Maxwell Holt, David Smith, Micah Christenson, Garrett Muagututia, Erik Shoji (libero) oraz Thomas Jaeschke, Mitchell Stahl
Polska: Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Karol Kłos, Maciej Muzaj, Paweł Zatorski (libero), Damian Wojtaszek (libero) oraz Marcin Komenda, Bartosz Kurek, Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek, Artur Szalpuk, Jakub Kochanowski