- ocenił Kraśnicki.
Cztery lata temu z Soczi Polacy przywieźli aż sześć medali, w tym cztery złote. W Korei Południowej na taki dorobek bardzo trudno było liczyć, a różnego rodzaju symulacje prognozowały dwa, trzy krążki wywalczone przez skoczków narciarskich. Scenariusz ten w pełni się sprawdził. Kamil Stoch triumfował na dużym obiekcie, a razem z Dawidem Kubackim, Stefanem Hulą i Maciejem Kotem sięgnął jeszcze po brązowy medal zmagań drużynowych.
- przyznał.
Przedłużyć serii i zdobyć medalu na czwartych igrzyskach z rzędu nie udało się biegaczce narciarskiej Justynie Kowalczyk. Indywidualnie najlepiej spisała się w niedzielnym biegu na 30 km techniką klasyczną, zajmując 14. miejsce. Kraśnicki nie czuję się jednak rozczarowany.
- podkreślił.
Sukcesy skoczków natomiast nie są dla niego zaskoczeniem, a efektem świetnie funkcjonującego systemu.
- stwierdził.
Igrzyska w Pjongczangu były piątymi i ostatnimi w karierze panczenistki Katarzyny Bachledy-Curuś. Z rywalizacją na tym poziomie żegnają się też m.in. Kowalczyk, panczenista Konrad Niedźwiedzki czy biathlonistka Weronika Nowakowska.
- podkreślił Kraśnicki.
Gospodarzem następnych zimowych igrzysk będzie Pekin.
- zakończył prezes PKOl.