Podkreśla się, że był to niewiarygodnie silny powrót po czterech latach przerwy na MŚ spowodowanej dyskwalifikacją.

Gazety cytują biegaczkę, która podkreśliła, że przed biegiem była bardzo spięta psychicznie i nie czuła się faworytką i dopiero po przekroczeniu linii mety nastąpił u niej przełom mentalny.

W wrześniu 2016 roku badania antydopingowe wykazały u Johaug ślady niedozwolonego sterydu clostebol, który był składnikiem maści na poparzone usta. Miesiąc później została zdyskwalifikowana na 13 miesięcy. Po przedłużeniu zawieszenia do 18 miesięcy przez Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu CAS nie mogła wystartować w zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczang i powróciła do startów dopiero na początku obecnego sezonu, w listopadzie.

„Ostatnie MŚ przed dwoma laty w Lahti i zimową olimpiadę przed rokiem oglądałam w telewizji i zastanawiałam się, czy jest sens dalej się męczyć nie mając szansy na start. Dopiero dzisiaj się odblokowałam” - powiedziała biegaczka na antenie norweskiej telewizji NRK oraz szwedzkiej SVT.

Jak obliczył norweski dziennik „Dagbladet”, od dnia konferencji prasowej, na której biegaczka z płaczem przyznała, że próbka badania antydopingowego okazała się pozytywna, do złotego medalu w Seefeld upłynęło 863 dni.

„Verdens Gang” obliczył z kolei, że od ostatniego triumfu na MŚ w Falun 28 lutego 2015, kiedy Johaug wygrała bieg na 30 kilometrów technika klasyczną, upłynęło aż 1456 dni.

Szwedzkie media zwykle krytyczne w stosunku do norweskich zawodników, tym razem rozpływają się nad klasą Johaug. Jej triumf w kolejnych biegach dystansowych oceniany jest już jako „oczywisty pewnik” .

Dlatego opisując dramatyczną walkę za plecami Johaug pomiędzy Ingvild Flugstad Oestberg, Natalią Nieprajewą i Astrid Jacobsen szwedzki dziennik „Aftonbladet” zasugerował, że złote medale zostały zarezerwowane dla Johaug i pierwsze miejsca w biegach dystansowych będą w najbliższych latach nieosiągalne dla rywalek.

„Tak długo, jak Johaug będzie startować, to prawdziwa walka będzie się toczyć o srebrny medal i dlatego należy go nazwać nieoficjalnym złotym” - skomentowała gazeta.

„Dagens Nyheter” napisał, że długa dyskwalifikacja i pozbawienie szansy na rywalizację podczas najlepszych lat kariery jednak jej nie zniszczyły, "jak było w wielu innych przypadkach”.

Komentatorzy fińskiej telewizji YLE stwierdzili że „oglądając ten bieg można było odnieść wrażenie, że w porównaniu do swoich rywalek Johaug pochodzi z innej planety”.