Hurkacz w dobrym stylu wrócił na Wimbledon
HHurkacz w Londynie gra po dwuletniej przerwie. W 2024 roku doznał tam kontuzji kolana, która wywróciła jego karierę. Wówczas był rozstawiony z numerem siódmym, a teraz zajmuje w rankingu 94. miejsce.
Na otwarcie obecnej edycji wygrał z rozstawionym z numerem 11. Norwegiem Casperem Ruudem 6:4, 6:2, 7:6 (9-7). Starcie z Ofnerem zapowiadało się jako teoretycznie łatwiejsze. Austriak na liście ATP jest 110. Hurkacz wygrał ich wcześniejsze spotkanie, rok temu w półfinale w Genewie.
Hurkacz wyszedł z opresji
Zdecydowanie najwięcej emocji było w pierwszym secie. Osiem pierwszych gemów pewnie wygrywał tenisista serwujący, ale w dziewiątym będący w tej roli Hurkacz znalazł się w poważnych kłopotach. Zaczął go bowiem od stanu 0-40, co oznaczało konieczność obrony trzech break pointów z rzędu.
29-letni Wrocławianin wyszedł z opresji, chwilę później obronił jeszcze jednego break pointa i rozstrzygnął gema na swoją korzyść. Ostatecznie potrzebny był tie-break.
Ten długo przypominał piłkarski konkurs rzutów karnych, w którym oba zespoły pewnie wykorzystują "jedenastki". Zawodnik serwujący punkt zdobywał aż do stanu 9-8 dla Hurkacza. W tym momencie Polak poradził sobie z podaniem Ofnera, który po krótkiej wymianie nie trafił w kort zagrywając z forhendu wzdłuż linii.
Paul kolejnym rywalem Hurkacza
Drugi set to dominacja Hurkacza. Po kilkunastu minutach prowadził 4:1 i choć w kolejnym gemie dał się jedyny raz w tym meczu przełamać, to natychmiast wrócił do wysokiego poziomu i dogonić się nie dał. W trzecim secie walka gem za gem trwała do stanu 4:4. W kolejnym Hurkacz przełamał rywala, a następnie, serwując w pewnym stylu, zamknął spotkanie.
W piątek jego rywalem będzie rozstawiony z numerem 21. Tommy Paul. Amerykanin pokonał Soon-woo Kwona z Korei Południowej 6:3, 7:6 (7-4), 6:2. Hurkacz z Paulem ma bilans 1-3. Dwa ostatnie mecze grali jednak na nawierzchni ziemnej. Na trawie zmierzą się po raz pierwszy.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.