Dwa zwycięstwa w kwalifikacjach i jedno w turnieju głównym sprawiły, że w najbliższym notowaniu rankingu WTA łodzianka po raz pierwszy zamelduje się w TOP 100.

Reklama

Taki był cel na ten rok i bardzo się cieszę, że udało się go osiągnąć - przyznała 23-letnia tenisistka, która dzięki temu bez kwalifikacji będzie mogła wystąpić w wielkoszlemowym Australian Open.

Mój awans o te kilka pozycji w WTA zaważy, że wejdę do turnieju w Melbourne bez kwalifikacji, więc pojadą do Australii ze spokojną głową, co też mnie bardzo cieszy. A to ważne, bo trzeba obiektywnie przyznać, że choć korty są te same, to jednak różnica pomiędzy turniejem kwalifikacyjnym, a głównym jest spora. Zmienia się dosłownie cała otoczka: od publiczności, po media, a w środku jest też sytuacja z treningami. Te zawodniczki, które nie grają kwalifikacji, przylatują i mogą solidnie przez tydzień poćwiczyć. Ja w Indian Wells miałam może półtora dnia na sesje treningowe - tłumaczyła łodzianka.

Po trzech kolejnych wygranych w Indian Wells Fręch została wyeliminowana, jednak rywalce z najwyższej półki - najwyżej rozstawionej w Indian Wells Pliskovej - stawiła zacięty opór, ulegając 5:7, 2:6.

Walczyłam i w pierwszym secie prowadziłam nawet 4:3. Myślę, że mogłam zagrać jeszcze lepiej. Pliskova to światowa czołówka, gra bardzo szybko, ale nie uważam, żebym jakoś szczególnie bardzo od niej odstawała, co mnie cieszy i dobrze rokuje na przyszłość - zaznaczyła.

Gra na korcie głównym przeciwko topowej rywalce nieco zdeprymowała Fręch, która - szczególnie w drugim secie - aż trzy razy dała się przełamać.

To jest zupełnie inny rodzaj presji niż w kwalifikacjach. Zaczynam gościć na tych większych turniejach, co sprawia, że zaczynam zapoznawać się z innymi zawodniczkami, które inaczej mnie postrzegają. Już nie jako zawodniczkę z drugiej setki rankingu - wskazała.

Reklama

Polka pozostawiła po sobie dobre wrażenie, opuszcza Kalifornię w świetnym nastroju - jak sama stwierdziła - chętnie tu wróci i to już niedługo, bo kolejna edycja prestiżowej imprezy odbędzie się w marcu 2022.

To zdecydowanie najlepszy turniej, na jakim byłam. Może z powodzeniem konkurować z Wielkimi Szlemami. Wszystko jest tutaj idealne i dopieszczone. Ludzie są pomocni i nie ma tu ani problemów nie do rozwiązania, ani się do czego przyczepić - komplementowała organizatorów.

Polce, która w sumie w Indian Wells rozegrała cztery mecze, nie przeszkadzały w Kalifornii ani wysokie temperatury, ani obostrzenia związane z pandemią COVID-19.

Jesteśmy testowani co trzy dni, a wewnątrz pomieszczeń obowiązują maseczki. Większość czasu spędzamy jednak na zewnątrz, gdzie maski są opcjonalne. Wszystkie zasady sanitarne są w dalszym ciągu zachowane, zresztą już wszyscy się do tego przyzwyczaili - zauważyła trzecia rakieta kraju.

Z awansu do czołowej setki WTA cieszył się także trener Polki Andrzej Kobierski. Jak przyznała zawodniczka, podczas meczu pierwszej rundy z Sasai Zheng bardzo się denerwował, bo wiedział, jaka jest jego stawka, a z perspektywy krzesełka nic nie mógł pomóc.

Po meczu była wielka radość i ulga. Zeszło z niego ciśnienie, mogliśmy się cieszyć i świętować wspólnie - dodała.

Polka wyleci z Kalifornii bogatsza o cenne punkty w rankingu WTA, 29 tysięcy dolarów premii oraz o doświadczenie, że może już wkrótce powalczyć z najlepszymi. Ale unikała deklaracji, że w kolejnym sezonie jej celem będzie "50".

Za wcześnie, żeby stawiać sobie cele na kolejny rok. Dopiero osiągnęłam to, co zakładałam na ten sezon, dlatego wkrótce na spokojnie usiądziemy z trenerami i pomyślimy, jaki będzie dla nas kolejny realny cel - podsumowała Fręch.