"Przyjechałem tu trochę w innych celach niż zajmowanie 18. pozycji. Cieszę się jednak z tego, że warunki atmosferyczne pozwoliły na to, by wyniki były bardziej wymierne niż w niedzielnym sprincie" - ocenił Sikora.

Polak bardzo dobrze pobiegł, trochę gorzej spisał się na strzelnicy. Trzy pudła odebrały mu szansę, by walczyć o jeszcze wyższą lokatę.

"Przy pierwszym strzelaniu chciałem pójść +na czysto+, dlatego dość długo to trwało. Przytrafiła się jednak runda i przy następnych trzech wizytach na strzelnicy musiałem ryzykować i strzelać szybko. Niestety zarobiłem jeszcze dwa karne kółka" - powiedział.

Ogólnie swój występ ocenił jako "nieudany, ale pozytywny". Dlatego optymistycznie podchodzi do rywalizacji w czwartkowym biegu indywidualnym na 20 km.

"Każdy niecelny strzał to był mój błąd. W pozycji leżącej wybiłem dwa do góry, w stojącej przytrzymałem i pocisk poszedł mi w lewo. Mam nadzieję, że tych samych błędów nie popełnię w czwartek, bo będzie mnie to kosztowało za każdym razem minutę karną" - dodał.

Sikora przyznał, że jak jest w dobrej formie, to lubi biegi na dochodzenie. "Łatwo się trzymać za rywalami, można ich mijać, rywalizować, przepuścić, utrzymać za nimi, gdy jest ciężej. Gdy forma jest jednak nie najwyższa, to lepsze są biegi indywidualne, gdzie każdy zawodnik sam narzuca sobie tempo. Czasami jedna runda za szybko i można biegu nie ukończyć" - zaznaczył.

Przed wtorkowym biegiem spadł gęsty i mokry śnieg. "Szkoda, że przestał padać. Dla mnie byłoby korzystniej, gdyby podczas biegu nadal sypało. Ciężej byłoby zawodnikom z przodu. Oni przecieraliby trasę. Poza tym serwismeni byli trochę niezadowoleni, bo już mieli przetestowane, a później musieli wszystko zaczynać od nowa" - przyznał Sikora.

Kolejny start Sikora ma zaplanowany na czwartek, na godz. 21.00 czasu polskiego.

Z Whistler - Marta Pietrewicz