Najlepiej pod wiatr pobiegł Maurice Greene w MŚ w Edmonton w 2001 roku - 9,80. Dzień później Tyson dorzucił zapierające dech zwycięstwo na 200 m. Przy złej pogodzie, na nasiąkniętej deszczem bieżni, przebiegł ten dystans w 19,62 s. W historii lekkoatletyki lepszy by tylko Michael Johnson w 1996 roku (19,32).

Zajmuje też pierwsze miejsce na liście wszech czasów IAAF punktującej życiówki na 100 i 200 m. Sezon lekkoatletyczny dopiero nabiera tempa, ale można się spodziewać, że Amerykanin odbierze Asafie Powellowi rekord świata na 100 m. Do pierwszej konfrontacji może dojść w Londynie, jeszcze przed sierpniowymi MŚ w Osace.

Gay przyznaje, że rekord jest jego marzeniem, choć zupełnie nie przypomina słynnych sprinterów. Nie odprawia na bieżni rytualnych tańców, obywa się bez prowokacyjnych wypowiedzi. W ogóle mówi mało, a o rywalach zawsze z szacunkiem. "Tego nauczyła mnie matka" - przyznaje. Daisy Gay Lowe do dziś jest dla niego wzorem. Równie ważna jest religia. Sprinter odwiedza kościół, do którego chodził jako chłopak w rodzinnym mieście Lexington w stanie Kentucky. Bywa tam często, bo tam mieszka jego kochana 6-letnia córka Trinity z matką Shoshaną Boyd.

"Czasem nie chce mi się wierzyć, że osiągnąłem podobne rezultaty, jak Michael Johnson, Frankie Fredericks czy Maurice Greene. Przecież jestem tylko zwykłym chłopakiem z Lexington" - mówi skromnie sprinter.

Trener Brauman wypatrzył go w 2001 roku, na mityngu szkół średnich w Północnej Karolinie. "Coś we mnie zobaczył, chociaż zająłem dopiero piąte miejsce. Powiedział, że jeśli się przyłożę mogę tak zarabiać na życie" - wspomina Gay.

Zaczął naukę w Barton County Community College w Great Bend w stanie Kansas, gdzie Brauman trenował biegaczy. Po kilku latach razem przenieśli się na uniwersytet stanu Arkansas. Gay do dziś formalnie studiuje tam socjologię i biznes.

Z powodu kontuzji ścięgna nie zakwalifikował się na igrzyska w Atenach. Ale następny rok był przełomowy. Zakończył go jako trzeci na świecie zawodnik na 200 m. Sukcesy w prestiżowej stumetrówce (6 startów poniżej 10 s) miały przyjść w kolejnym roku. Ale pojawiły się komplikacje. Braumana oskarżono o udział w aferze finansowej w Barton College. Trener miał płacić studentom za niewykonaną pracę i poświadczać nieprawdę - chodziło o przedmioty zaliczone przez Gaya. Biegaczowi nie postawiono zarzutów, wystąpił w charakterze świadka.

15 listopadzie 2006 r. w domu Braumana spotkała się grupa lekkoatletów. Oprócz Gaya był tam Wallace Spearmon, wicemistrz świata na 200 m i Veronica Campbell, mistrzyni olimpijska na tym dystansie. Trener wręczył każdemu z nich gęsto zapisany notatnik. Był w nim indywidualny program treningowy na cały sezon - od ćwiczeń siłowych na jesień, aż po strategię na intensywny sezon startowy.

"To był trudny wieczór dla wszystkich. Lance na przemian żartował i płakał" - opowiadała żona Braumana, Kim. Następnego dnia zawodnicy wrócili na bieżnię, a trener pojechał odsiadywać wyrok w więzieniu w Teksasie. Od tamtej pory kontaktuje się z podopiecznymi przez telefon, ma prawo do 300 minut miesięcznie. "Kiedy zbliżają się ważne starty jego telefony do domu są bardzo krótkie" - przyznaje żona.

Gay nigdy nie pomyślał o zerwaniu współpracy z Braumanem. "To nie tylko trener, ale i przyjaciel. Muszę pracować bardziej odpowiedzialnie" - mówił przyznając, że nieobecność trenera pozwoliła mu wydorośleć - pisze DZIENNIK.

Od lutego Gay z byłym sprinterem Jonem Drummondem pracują nad szybkością start. Wszystko to przyniosło zaskakujące rezultaty. Już dwa razy w tym roku zszedł poniżej 9,80 s. Raz nawet pobił o jedną setną rekord Powella, jednak obu rezultatów nie uznano z powodu minimalnie sprzyjającego wiatru.

Prawnicy Braumana intensywnie pracują nad tym, aby opuścił więzienie jeszcze przed MŚ w Osace (początek 25 sierpnia). Jeśli im się nie uda Gayowi pozostanie zeszyt i nadzieja, że tym razem nie będzie wiało.